Sodoma

– Filu, no co ty, zepchnąłeś keczup parówką wprost poza talerz i na spodnie?
– No…
– Spychaczu… Zbieraj! Zrzucaj jak najwięcej na spodnie. – Nabijam się. A Fi. już chce zaradzić coś na swoją plamę. – Czekaj, nie rozcieraj po spodniach, ja zbiorę nożem. Tak jest najlepiej. – Skoczyłem do szuflady ze sztućcami. Tymczasem Fi. przemyślał wszystko.
– Tato, ty nie możesz mówić żadnych słów głupich, złych i groźnych.
– A głupie, złe i groźne słowa to są takie, z którymi ty się nie zgadzasz? Albo jak się śmieję z czegoś, co ty zrobiłeś?
– Tak, to są takie, z którymi ja się nie zgadzam.
– I ja nie mogę nic takiego mówić?
– Tak. I na takie słowa spadnie ogień i spłoną na całym świecie, i ich nie będzie.
– Ha ha. – Zaczynam stylizować na opis zniszczenia Sodomy: – I zesłał Pan ogień i deszcz siarki na wszystkie słowa złe, głupie i groźne, z którymi nie zgadzał się Filo i zniknęły, i tylko dym się unosił.
– Tak, tato. Tak było, to znaczy tak będzie. – Poważnie podsumował syn mój.

Autor: jpz2

Powiązane posty: