Śmieszność

– To tu? – Zapytała A.
– No. Widzisz: granica państwa. – Przeczytałem z małego znaku, który można było pomylić z granicą rezerwatu. Skręciłem koła, pod oponami zachrzęścił żwir i wtoczyliśmy się na mały parking, na mapie oznaczony też jako punkt widokowy. Naszym oczom ukazało się… nic. A mówiąc ściśle: rząd krzaków i nieskończona biel oraz płatki śniegu z deszczem atakujące przednią szybę jak gwiazdy w wygaszaczu ekranu, w starym Windowsie.
A. wyskoczyła na momencik. Wraca z raportem:
– Nie ma to jak zrobić siku po czeskiej stronie. – Na tych jej słowach chwilę się zawiesiłem (jak stary Windows) i pomyślałem, na zasadzie skojarzenia, czy ten nowy fotelik, wczoraj haniebnie zasikany przez nasze dziecię, trochę śmierdzi, czy może jednak nie… Wyrwał mnie z tych zmysłowych dociekań jakiś instynkt: zrobię zdjęcie. Przynajmniej tak (bo siku mi się nie chce) nadam własny, skromny

sens naszej obecności tu, na tej przełęczy. Zdjęcie samo w sobie bezwartościowe, bo nic nie widać.

Wracamy do domu, do pokoju gościnnego.
– Teraz ostrzej w prawo… Łukiem w lewo. Łagodnie… I sto osiemdziesiąt w prawo… – pilotuje A., podglądając mapę google.
– To do tej kopalni może jutro… – Mówię.
– Tak, może tak. Na pewno. – Zamyślona.
– Więc właściwie, po co my tu…?
– …przyjechaliśmy? No, na tę kawę. – Uśmiecha się do mnie A. Popatrzyłbym dłużej, jak się uśmiecha, ale serpentyna…
Też się uśmiecham i zerkam na A. Rozumiemy się. I uśmiechamy.
Ta kawa wypita w „wiedeńskiej” naprzeciwko Wojciecha w Lądku była dobra – cappuccino, latte, sernik, suflet – niezłe. I to, że dzieci połowę tego czasu przespały obok. Prawie jak randka – byliśmy zgodni. Nie przeszkadzało nam nawet to, że z radia leciał jakiś szit, który psuł wykwintny nastrój tego miejsca, z pewnym trudem osiągnięty. Zamykając oczy, czułem się jak w barze z parówkami.
Ta kawa była fajna i tylko tyle. Uśmiech był z innego powodu; że mimo przenikliwego, wilgotnego chłodu, narzekających trochę dzieci i braku wyraźnego celu tej całej wycieczki, byliśmy zadowoleni. Sami przed sobą naraziliśmy się na śmieszność – bardzo właśnie przyjemną.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: