Sławną być

Nie za bardzo znam się na byciu kobietą, ale gdybym nią był, to… chciałabym być sławna.

Czy widzieliście już mem z Kim Kardashian? Z tą gwiazdą, która stała się synonimem niewiele umiejącej celebrytki, płycizny kolorowych pisemek i bezprecedensowo nieproporcjonalnego uwypuklenia fizycznych atrybutów kobiecości, które stały się wartością samą w sobie.

Najpierw zobaczyłem więc tekst: „w świecie pełnym Kardashianek bądź Skłodowską-Curie”. Potem to samo z innym zakończeniem: „…bądź Księżną Dianą”. Potem „…bądź Audrey Hepburn”. Widocznie ktoś zaczął się pukać w czoło tak, jak ja i napisał: „w świecie pełnym Kardashianek, bądź taką kobietą, jaką chcesz i przestań rozpowszechniać łatwo przyswajalną mizoginię, która obraża jedną kobietę, by skomplementować drugą. Świętujmy wspaniałą różnorodność kobiet!”

Coś w tym jest. Zostawmy więc tę biedną-nie biedną panią na „K”. Przeczytałem coś, co pozwala, w tej „wspaniałej różnorodności” jednak oddzielić głupotę od fajności-mądrości. To ostatni wers laurki, jaką autor „Przypowieści” wystawia na koniec księgi „dzielnej kobiecie” (Przyp. 31:10-31).

W bramach niech ją sławią jej czyny.

Wyobrażam sobie taką kobietę. Wyobrażam fikcyjnie i realnie – w twarzach kobiet, które znam. To zachęta nie tylko dla kobiet, by w świecie pełnym próżności pozwolić mówić swoim czynom. To również polecenie dla wszystkich, by takie właśnie kobiety chwalić najwięcej. By takie były sławne.

Autor: jpz2

Powiązane posty: