Skrzydła

Dwaj tatusiowie ubierają dzieci po basenie i rozmawiają…
– A wiesz, kupiłem skrzydło.
– Tak?
– No, już sobie polatam, świetne jest. Tylko cicho, bo na razie to tajemnica.
– Ale tamto masz nadal?
– A mam. Może jeszcze się naprawi. Ale kupiłem dokładnie ten sam model i kolor, nie pozna.
– Ha, ha…
– No. Ale jak okazyjnie!
– Że jak niby?
– Bo to trzeba dobrze trafić. Na początku sezonu zwykle ludzie kupują, a się dopiero uczą. Trafią na taką pogodę, że ich wiatr porwie. A to skrzydło to jest jak narowisty koń, nie każdy potrafi pokierować. I już się boją, i sprzedają…
– Serio?
– Właśnie, a za nowy to zapłacisz z trzy i pół tysiąca euro. Kawałek materiału. Ja taki za tysiaka wyhaczyłem. Żona nie wie.

Ja tego słucham, swoje dzieci ubieram, myślę: – Teraz ma dwa skrzydła niebieskie. A żona nie wie… że on anioł.

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: