Skromny i przelękniony

„Mojżesz był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi”, jak jest o nim napisane (4 Moj. 12:3). Ej, czekaj. Przecież podobno on sam to napisał, tzn. Pięcioksiąg Mojżeszowy. Ha, ha. To dopiero! Najlepszy motyw w Biblii.

Ale zostawmy śmiechy na boku. Przyjmuję, że rzeczywiście był skromny. Wobec tego, jak musiał się czuć, kiedy wstawiał się za ludem? Kiedy padał na twarz przed Bogiem, błagając, żeby nie uśmiercał całego narodu wybranego za jego krnąbrność. Czy jak ostatni sprawiedliwy? Wątpię. Chociaż z narracji biblijnej tak trochę wynika.

I leżałem przed Panem – mówi Mojżesz – jak za pierwszym razem, przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, nie jedząc chleba, nie pijąc wody za cały ten grzech, któregoście się dopuścili, czyniąc to, co jest złe w oczach Pana, i pobudzając go do gniewu. Przeląkłem się bowiem widząc gniew i zapalczywość, jakimi zapłonął na was Pan, tak że chciał was wytępić. Lecz wysłuchał mnie Pan jeszcze i tym razem. Na Aarona również Pan bardzo się rozgniewał, chcąc go zgładzić, lecz w tym czasie wstawiłem się także za Aaronem. (5 Moj./Pwt 9:18-20, BT)

Normalnie jedyny święty się znalazł, co? A choćby i tak, co mi do tego? Napisane jest, że „przeląkł się” – i to chyba rzeczywiście był główny powód jego wstawiennictwa. I to właśnie były dominujące emocje, którymi przesiąknięty był wtedy Mojżesz: lęk, bojaźń, obawa, strach przed możliwymi konsekwencjami bałwochwalstwa Izraela. Na pewno nie była tam dumy, że jest jakiś szczególny i dlatego teraz on „załatwi sprawę” – „who’s the daddy now”?

To mnie dotknęło, bo kiedy myślę o ludziach, których znam, o których kiedyś modliłem się nieraz i przestałem to robić, to… ogrania mnie lęk. Co, jeśli oni zostaną zgładzeni z powodu swoich jawnych grzechów? Nie mówiąc o ukrytych… Po prostu mój lęk. Nie jakieś poczucie wyższości, że się wyróżniam, że jestem taki lepszy, taki uświęcony, jestem ich jedynym wstawiennikiem, „ostatnim sprawiedliwym” – ostatnią deską ratunku. Po prostu obawa. Zwykły, ludzki odruch.

To mnie porusza i chciałbym być jak Mojżesz. Skromny, najskromniejszy. I mieć ten odruch. Nie odruch wymiotny, jak wielu z tych „sprawiedliwych”, faryzejskich hipokrytów. Ale odruch troski, że chce się paść na kolana i prosić.

Autor: jpz2

Powiązane posty: