Seks z Saraj mi nie smakuje

To, co Jezus powiedział o cudzołóstwie w kazaniu na górze, właściwie już opisałem. Ale moje doświadczenie ostatnich miesięcy mówi mi, że nie wyczerpałem tematu.

Napisałem już o pożądliwości oczu (w naturze czy w obrazkach), o masturbacji (koncentrat egocentryzmu), o niewierności (zaczyna się od niewiary w nią/ w niego). To wszystko jest przez Jezusa napiętnowane (Mat. 5:27-32, BW – omówione w dwóch ostatnich wpisach).

Można to uprościć. Mojżesz napisał: nie cudzołóż (nie idź do łóżka z kimś, kto nie jest twoją żoną). Jezus powiedział: nawet nie patrz pożądliwie na kogoś, kto nie jest twoją żoną, nie wyobrażaj sobie nic takiego i nie masturbuj się. A ponadto: nie poślubiaj opuszczonej i nie opuszczaj poślubionej (sobie).

A co z seksem przedmałżeńskim? Nie warto – mówi wiele badań. Ale badania nie przekonują, kiedy zostajemy sami. I bądź tu mądry! Narzeczeństwo (itp.) to czas pytania: dlaczego nie możemy się kochać, skoro się kochamy? Jest to taki okres, w którym czuję, jakby ona była już moja, a ona jeszcze nie jest moja i również ja nie jestem jej. To bardzo ważne. Stąd wynikają kompromisy. Kompromis wpuszcza na dobry teren trochę zła. Dużo lub mało – to zależy, gdzie przechodzi granica.

I zdaje mi się, że każdy kto nie jest seks-liberałem, zastanawiał się, gdzie te granice stawiać. Kiedyś może nie każdy, bo tradycja wyręczała ludzi w stawianiu sobie granic. Ale dziś sikamy na tradycję, nie? Dziś ogromna większość moralnych decyzji należy do jednostki. Czy to dobrze? Chyba… i tak, i nie. Ale to osobny temat.

W każdym razie wobec silnych pragnień i nieskrępowanej tradycją woli, niezwykle trudne jest wyznaczanie granic na bazie zasad wiary. Czy mam narysować mapę ciała mojej dziewczyny i zaznaczyć obszary, które mogę dotykać, różnicując: czym, jak i przez co dotykać? Przecież to absurd. Nawet technicznie byłoby to trudne, a co dopiero moralnie!

Ale jeśli stawianie granic jest mądre, to tak właśnie powinienem zrobić. Nie, nie jest mądre. Odkryłem jednak wyjście z tej tragicznej i bezpłciowej sytuacji, która pozbawia mnie męskości.

Jezus mówi: nawet nie patrz, nie myśl pożądliwie. Według mnie dotyczy to również narzeczonej. Ale ona jest szalenie piękna, a poza tym już prawie moja, no więc jak mam jej nie pożądać? Lepiej zapytać: co zamiast pożądania?

Potem rzekł Bóg do Abrahama: Saraj, swej żony, nie będziesz nazywał Saraj, lecz imię jej będzie Sara. Będę jej błogosławił i dam ci z niej syna. Będę jej błogosławił i stanie się matką narodów, od niej pochodzić będą królowie narodów. (1 Moj. 17:15-16, BW)

Co to ma wspólnego z seksem przedmałżeńskim? Są dwie rzeczy, którymi można zastąpić pożądanie. Po pierwsze, Abraham był posłuszny Bogu i to był sens życia tego prostego człowieka, ojca wielu narodów. Taka postawa naprawdę daje dużo luzu. Jeśli pragnienie nie jest całym moim światem w TYM momencie, to łatwiej jest mi opanować się, bo wychodzi to jakoś naturalnie.

Po drugie, to imię: Sara, znaczy ‘księżniczka’. Tak mam myśleć o narzeczonej, kiedy patrzę na nią lub kiedy chcę ją dotknąć. No, to jest tylko tani chwyt. Chodzi o coś więcej. Trzeba zauważyć, że Saraj była niepłodna, a Sara urodziła dziecko – w rok po zmianie imienia, w wieku 90 lat. Była to część obietnicy. Co z tego? Podobnie mi Bóg mówi: ona będzie dla ciebie księżniczką, a reszta należy do mnie. W imieniu Sara jest klucz do sensu, spełnienia. Seks z Saraj nie smakuje tak dobrze, a może w ogóle nie smakuje? Przewiduję, że seks smakuje tylko z Sarą, czyli z żoną.

Na koniec jedno skojarzenie: mój przyjaciel, kiedy wraca z nieudanej randki, mawia: – Niby fajna, ale dzieci z tego nie będzie. – Bawi mnie to, a przy okazji myślę, że te słowa niedaleko leżą od bożej perspektywy. (Edit: to nie znaczy, że prokreacja jest jedynym celem! Myślałem, że to już oczywiste w dzisiejszych czasach, kiedy nawet kościół katolicki w osobie np. o. K. Knotza głośno naucza o innych celach.)

Tym wpisem stawiam sobie kolejne wyzwanie, bo choć wałkuję ten temat nie od dziś, wciąż nie jestem doskonały.

P.S. Może dla niektórych rysowanie mapy ciała nie byłoby takim głupim pomysłem. Bo zanim skończyliby pracę nad tym „dziełem życia”, odechciałoby im się seksu ze sto razy 🙂

Ten post doczekał się krytyki, na którą odpowiadam tutaj.

Autor: jpz2

Powiązane posty: