Seks, świętość i nauka dzielenia

Zawsze patrzyłem na Dekalog jako zestaw wskazówek dobrego życia. Że w ogóle cała Biblia i Tora – boża droga – jest instrukcją, jak wieść spełnione, zdrowe życie. Prawda? Każde przykazanie jest jak znak drogowy, czasem każe zwolnić, czasem zatrzymać się, innym razem skręcić w małą uliczkę albo boczną, gruntową drogę. Tak faktycznie jest, ale…

Ale wczoraj moje synapsy przeskoczyły na zupełnie inny tor rozumowania. Zastanawiałem się nad cudzołóstwem i innymi grzechami seksualnymi – celowo biorę na przykład właśnie to, bo nie takie znowu ciężkie (jak np. bałwochwalstwo), ale za to bardzo barwne. Dlaczego czytam o wierności: „znajduj radość w żonie młodości” (Przyp.Sal. 5:18)? Po co jest wspomniany Onan ukarany śmiercią (który notabene być może nie onanizował się wcale, tylko preferował stosunek przerywany, by nie dać dzieci wdowie po swym bracie)?

Wreszcie: po co przepisy o rytualnej nieczystości związanej z menstruacją lub polucjami? To już jest zupełnie niepojęte, bo jaki to może mieć sens praktyczny – jako instrukcja zdrowego i mądrego życia? Oto właśnie ślepy zaułek takiego myślenia. Można jednak inaczej!

Otóż… nasz Tata, Bóg ma hopla na punkcie dzielenia. Oddzielił światłość od ciemności, oddzielił szabat od sześciu dni pracy, oddzielił jedno drzewo w Edenie, oddzielił swój naród – Izrael od innych, oddzielił świątynię jerozolimską od innych wzgórz i ołtarzy, oddzielał naczynia domowe do różnych celów, oddzielił nas – uczniów Jezusa od reszty świata, oddziela święte od pospolitego. W ogóle pojęcie „święty” oznacza właśnie „oddzielony”.

Czy to się godzi – pisać, że Bóg „ma hopla”? Dla zachowania należnej Mu czci dodam – hopla jak najbardziej słusznego, właściwego, prawego, w którym nie ma grama przesady. Tylko w naszym, ludzkim świecie pomieszanych wartości, szarości i niejasnych wyborów między dobrem i złem, ta boska skłonność do dzielenia wydaje się być jakimś szalonym projektem. Jezus mówi o sobie, że NIE przyszedł przynieść na ziemię pokoju, ale miecz (Mat. 10,34), żeby poróżnić nawet syna z ojcem. Nie chodzi o jątrzenie, sianie niezgody według zasady divide et impera. Chodzi właśnie o świętość.

Wracając do seksu – jako przykładu, jaka motywacja będzie właściwa dla rygorystycznego „pilnowania się” w tej sferze; masturbacja, petting, seks przedmałżeński, zdrada małżeńska, nieczystość-pożądliwość oczu, w tym pornografia, homoseksualizm, pedofilia i takie tam… Mówimy: – To niezdrowe, nienaturalne, chore! – Cóż… niektóre tak, niektóre nie. To nie jest więc dobry i kategoryczny argument. Ale powiem inaczej: Bóg chce mnie świętego, a więc żebym używał swojego ciała, życia do celów zaszczytnych. Zwłaszcza tak szczególnych, pielęgnowanych i cennych części tego ciała, jak oko albo to, co pod brzuchem.

Ktoś zapyta: – Dobra, ale po co? Fajna ta świętość? – Powiem tak… Fajna.

Autor: jpz2

Powiązane posty: