• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Samo się nie zbawi

    Uwaga, moi ewangeliczni bracia i siostry, będę ocierał się o herezję. No bo jak można kwestionować niezbywalne prawo wstępu do nieba nabyte przez nowe narodziny? No jak? Nie wiem, ale Ezechiel pisze w imieniu Boga tak:

    Odrzućcie od siebie wszystkie wasze występki, którymi wykroczyliście, a uczyńcie sobie nowe serce oraz nowego ducha. Dlaczego macie ginąć, domu Israela? Nie pragnę śmierci tego, co umiera – mówi Pan, Wiekuisty. Nawróćcie się i żyjcie! (Ezech. 18:31-32, NBG)

    To ciekawe, po pierwsze dlatego, że jest skierowane do Wybranych, czyli jakby do ciebie i do mnie też. Czyli wisi nad nami groźba śmierci? A jednak? A czemu nie? Po drugie, dobra wiadomość jest taka, że Bóg, cokolwiek bym (złego) robił, tej śmierci sobie nie życzy. Nie czeka z utęsknieniem, aż ślepy wlezie w dziurę, wpadnie w dół i skręci kark. Ale woła: stój, zawróć!

    Trzecia rzecz ciekawa: jak to ma być, że zawrócę? Czego potrzebuję ja – ślepy? Odnowionego umysłu, serca. Każdego dnia. Mam sobie to serce sprawić, odnowić, wymienić, obrzezać sam? Czy to Bóg zrobi? I tak, i tak. No proszę! Polecam wyszukać „serce” i postudiować Biblię. Naprawdę: raz Bóg mówi „zrób to sam”, a innym razem „zrobię to Ja”.

    Bo tu nie ma miejsca na dogmaty i paradygmaty. Ja robię krok, Bóg dodaje sił i łaski. Zwracam uwagę na „ROBIĘ”. Bo jak pisze Jakub, „jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa” (Jak. 2:16 PUBG). Tu znowu: szok! Fizyczny uczynek jest czymś bardziej duchowym niż siedząca w mózgu wiara!

    Kochani, na miłość boską, trzeba nam choćby kiwnąć palcem! Samo się nie zbawi!