Ryby

Nie odrobiłem pracy domowej, z niemieckiego. Nie, to coś gorszego. Nie odrobiłem pracy i nie przygotowałem się do sprawdzianu. A przecież szkołę już dawno skończyłem. To nic. Jest już późno i trzeba spać, trzeba… A rano zrobię tę pracę. Tak, wstanę wcześnie rano. Ale rano… to już nie jest rano, budzę się o jedenastej i jestem przerażony! 
Jak to?! Jedenasta? Tak spałem nieprzytomnie i nieświadomy upływającego czasu? Ja nigdy, to znaczy już dawno tak długo nie spałem! Wybiegam, ale wiem, że spóźnię się. Metro warszawskie naraz robi się olbrzymim kompleksem korytarzy, tuneli, schodów i wind. Tyle torów, nieznajome stacje, olbrzymie perony. Wszystko to obce i gubię się. 
I wybiegam na powierzchnię i wskakuję do autobusu, który mnie przewozi na drugą stronę Wisły. Ale ta Wisła jest inna i ten most – jest ogromny i wysoki jak mosty w Porto. Autobus wywozi mnie gdzieś daleko od Centrum, gdzieś na Białołękę. Wysiadam, znów zakłopotany, że wszystko stracone, że niemiecki, że szkoła, że tak być nie powinno… Idę przez łąki oddzielające nowe osiedla, idę i dochodzę do Kanału Żerańskiego. Potem wzdłuż kanału – zmierzam – dokąd? Nie wiem… 
Ale oto – kogo widzę? Tak, siedzi tu on sam – Nowak, facet od niemieckiego. Siedzi i łowi ryby. Po prostu. Jak to możliwe? Jak? Wtedy budzę się i pojmuję… to był sen, a to jest Wigilia Bożego Narodzenia. I trzeba zjeść śniadanie, przygotować się do wyjścia, umyć toaletę, spakować prezenty, ubrać dzieci… A może… połowić ryby?
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: