Ryba

Podaje ci ktoś rękę wiotką jak ryba. Fuj! Chcesz uścisnąć, a tu takie byle co. Podobnie jak o tej „rybiej ręce” myślę o „rybiej miłości”.
– Dlaczego jesz rybę?
– Kocham rybę.
– …i dlatego ją złowiłeś, zabiłeś i usmażyłeś?
– No, nie…
– Właśnie, właściwie zrobiłeś to, bo kochasz siebie, więc zrobiłeś sobie przyjemność z jedzenia ryby.
Powiastkę tę przytoczył rabin – słucham go z fejsbukowego filmu. Dodaje, że dziś większość miłości to jest taka „rybia miłość”. Gdy młodzi zakochują się w sobie, to często po to, żeby „ten drugi
zaspokoił moje potrzeby”. Prawdziwa miłość polega jednak na dawaniu, a nie „zjedzeniu ryby”.
Słowa „miłość”, „kochać” straciły dziś na znaczeniu. – Zwłaszcza po angielsku – zauważyła celnie A. – Łatwiej powiedzieć „I’m lovin’ it”, jak w reklamie McDonaldsa, niż „kocham to” – tak szczerze, po polsku. Tak samo jest z „my friend”, mój przyjacielu…
Tak, tak… tymczasem zaczęła mi chodzić po głowie ta piosenka Donny Osmond sprzed 45 lat: „Puppy Love”. Znajduję ją sobie w jutubie. Sączy się z głośniczka jak lemoniada przez słomkę. – Czytałem też dziś tekst Szymona Majewskiego – opowiadam A. – o tym, jak z czasem zaczyna się u małżonka odkrywać cechy inne niż moje, dziwne, niezrozumiałe, a nawet irytujące, wkurzające! Zaraz się zastanowiłem, czy ty coś takiego we mnie zauważyłaś…
A. była przekonana, że skoro kable w kościele układam tak porządnie, to w domu będzie też wszystko pod linijkę. Albo pyta:
– Jak możesz tak bardzo dbać o to, żeby nic się w lodówce nie zepsuło, a przy tym zostawiać otwarte masło na stole, ser i słoik z miodem. No jak?? Ale szafki – tak, widzę, że już starasz się zamykać… A ja?
– Pomyślałem o twoim spaniu. Ja też lubię się powylegiwać, ale jak przychodzi czas najwyższy, wstaję jak żołnierz. Ty chyba masz w środku jakieś koło zamachowe, które trzeba rozpędzić… Do dziś się dziwię: jak tak można? No jak? Ale koniec końców: to, co może irytować, jest zwykle też okazją do zapunktowania. Nie?
– No…
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: