Równowaga

– Ja raz w tygodniu mam taki dzień, że tylko piję wodę z cytryną.
– I nic pani nie je?
– Nie. A wie pan, jak się po tym dobrze czuję?
– No, to taki post, słyszałem, że oczyszcza organizm.
– Właśnie, no a w inne dni staram się jeść co trzy godziny.
– Ja pani gratuluję samodyscypliny. Też bym tak chciał.
– O, bo widzi pan, ja zmierzam do tego, żeby mieć w życiu równowagę…

Uśmiechnąłem się, kiwnąłem głową. Tylko to. I poszedłem, nie chciałem być niegrzeczny. Nie chciałem zachwiać równowagi. Ale gdybym chciał, powtórzyłbym to powiedzonko: kiedy to człowiek może osiągnąć idealną równowagę? – W grobie. Albo: żeby iść do przodu, trzeba przenosić ciężar z nogi na nogę, trzeba się trochę chwiać i się z równowagi wytrącić. Albo ten psalm, rewelacja: „Tylko on jest moją skałą i zbawieniem, moją twierdzą; nie zachwieję się ZA BARDZO” (62:2). A zatem: TROCHĘ się pokiwam, nie ma w tym nic złego. Tylko życie. Piękne, rozchwiane życie.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: