Rób, kochany, rób

Po tak długim milczeniu, wypada poczynić błąd w sztuce i napisać coś o pisaniu. Albo bardziej ogólnie: o robieniu, tworzeniu, chęciach…

Otóż  od czerwca nie pojawił się tutaj żaden post. Wymiękłem, kiedy zacząłem przeznaczać na pracę poważną część swego czasu, nie wspominając o urządzaniu własnego ślubo-wesela! A praca, jak to  praca – poza tym, że się podoba, daje satysfakcję, spełnienie i poczucie wartości, ostatecznie jest sposobem na przeżycie. A czy życie polega na przeżyciu?

Mijają tygodnie, a mi brakuje pióra. I tu świetna refleksja: porzuć wielkie cele! Baw się dniem dzisiejszym, bądź sobą, rób swoje, „graj w zielone”, ufaj, wierz, że kamyczki, żmudnie rzucane na stos, w końcu przeważą jakąś szalę, coś się skończy, coś zacznie, a przeznaczenie – wypełni, jakby mimochodem. To nie grzech: nie dorastać do swoich marzeń. Lenistwo – to grzech! A ja przeciwnie: chcę się cieszyć cichą pracą po trochu i ze spokojem ducha.

Oprócz tego „róbmy swoje” sporo radości i swobody myśli przyniosła mi historia apostoła Piotra, który rzekł swego czasu „idę łowić ryby”. Tym samym porzucił nadzieje, marzenia i „pogłoski o tamtym świecie”, których nakładł mu do głowy Jezus. A Jezus zmartwychwstał, zrobił mu śniadanie i zapytał:

– Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? – Rzekł mu:
– Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. – Rzecze mu:
– Paś owieczki moje. (Jan. 21:15, BW)

Coś wspaniałego! W głowie może mi się kłębić tysiąc głupot – myśli o niewykorzystanych szansach, słabości, błędach i obsesjach, o beznadziei i bylejakości, nawet o urokach grzechu… A tu proste pytanie, jak młot i aloes:
– Kochasz mnie? – Tak, Jezu. – No to rób, kochany, rób.

Autor: jpz2

Powiązane posty: