Reszta to kurtuazja

Wiara jest naprawdę ważna. Reszta to kurtuazja. Bez wiary nie można przyjść do Boga, ani go poznać. Nie można też doświadczyć cudu. Nie da się zmienić życia. Ale z wiarą… czasem robi się rzeczy nieeleganckie.

W Kafarnaum – mieście Jezusa stacjonował oddział, dziś powiedzielibyśmy – kompania, znaczy centuria. A centurion, czyli setnik, czyli jakby kapitan był bardzo życzliwy Żydom. Nie dość, że nie gnębił ludzi, to jeszcze zbudował im synagogę. Taki gest. No więc niby człowiek na poziomie, a tu taka słoma z butów wyszła. Że co? Dlaczego?

Było tak, że mu zachorował sługa, ważny i cenny. Już prawie konał. I kapitan usłyszał o Jezusie, że chodzi i uzdrawia. Poprosił więc starszych żydowskich, żeby Jezusa uprosili, żeby i jego sługę uzdrowił. Odruchowo myślę sobie: co za burak, nawet się nie pokwapił, żeby załatwić sprawę osobiście, tylko przez posłańców. Dziś zrobiłby to przez telefon, jak do jakiegoś maklera. Nieelegancko, no nie?

No dobra, niech tam. Jezus się zgodził. A przecież nie było to takie oczywiste. Bo przecież innym razem pewnej Samarytance powiedział, że został posłany do Izraela, a nie do obcych, więc niedobrze jest rzucać najpierw szczeniętom, a potem dawać dzieciom. Mocne to było. Ale setnik – człowiek zasłużony. Jezus dał się przekonać. Idzie. Idzie i co?

Gdy już był niedaleko domu, setnik posłał przyjaciół i kazał mu powiedzieć: – „Panie, nie trudź się, nie jestem bowiem godzien, abyś wszedł pod dach mój. Dlatego i samego siebie nie uważałem za godnego, by przyjść do ciebie; lecz powiedz słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój”. (Łuk. 7:6-7, BW)

„Panie, prosiłem cię, żebyś przyszedł, ale spoko, już nie przychodź”. No co za bezczelność! To Jezus, uważaj, JEZUS we własnej osobie idzie do niego, zgodził się uzdrowić sługę oficera – było, nie było – armii okupanta, a ten śmie go nie wpuścić do domu, nie odwdzięczyć się choćby obiadem. Że niby czuł się niegodny? Aha, no proszę! Godny-niegodny, powinien ruszyć cztery litery. Co, Mahomet do góry, czy góra do… No.

Ale co ciekawe, Jezusa interesuje i dziwi (pozytywnie) tylko jego wiara. Bo setnik podchodzi do sprawy jak do wojskowej dyscypliny. Jest dowódca, rozkaz, wykonać: Jezus mówi słowo, choroba albo demon wychodzi. Proste? Cieszę się. Odmaszerować!

Gdy to Jezus usłyszał, zdziwił się i zwróciwszy się do towarzyszącego mu ludu, rzekł: Powiadam wam, nawet w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem. (Łuk. 7:9, BW)

Tylko wiara jest istotna dla Jezusa! Reszta to… kurtuazja. Jakieś niewiele, ba! NIC nie znaczące savoir vivre; kto się komu pierwszy ukłoni na rynku, w którym rzędzie posadzi tyłek w synagodze albo na uczcie. Nawet w tak gorszącym albo bulwersującym, zdawałoby się, przypadku, jak ta sprawa setnika w Kafarnaum, nie obraża się, tylko dostrzega najważniejsze, powtarzam: wiarę.

A co mówi Jezus o tej kurtuazji? Mówi jeszcze w tym samym rozdziale:

Z kim porównam ludzi tego pokolenia i do kogo są podobni? Do dzieci, które siedząc na rynku wołają jedne na drugie tymi słowy: graliśmy wam na piszczałce, a nie tańczyliście, nuciliśmy pieśń żałobną, a nie płakaliście. (Łuk. 7:31-32, BW)

Chcą, żeby inni tańczyli, jak im zagrają. Kto nie skacze, ten z policji, hop, hop, hop. A jeśli ktoś nie tańczy i nie skacze, nadymają buzię, strzelają focha: nie bawię się z tobą! Żenada-dziecinada. Po prostu. Przywiązują wagę do rzeczy nieważnych. Ten nie je – ma demona. Tamten je – jest żarłok. Wiecznie coś nie tak. A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Co wybieram: wiara, czy kurtuazja?

Autor: jpz2

Powiązane posty: