RAZ JESTEM TATĄ, RAZ SYNKIEM

Może to żadna świeża myśl, ale warto ją przypominać: dzieci potrafią nauczyć dorosłych wielu rzeczy, na przykład wyjątkowo dobrze ilustrują to, jak nasz dorosły świat wygląda w oczach Ojca w niebie.


Przez całą sobotę była taka piękna pogoda i w ogóle piękny dzień, ale nie tylko z powodu słońca. Sobota jest dobra, żeby sobie pospać, żeby zjeść… i to właśnie robiłem od rana do wieczora. Coś tam sprzątnąłem, trochę zabawiłem synka, ale nic wielkiego poza tym. Jak to się mówiło w moim domu rodzinnym: niczego specjalnego nie zrobiłem dla ludzkości. Czyli nic pożytecznego oprócz tego: odpocząłem. A odpoczywając, marzyłem, żeby wyjść na spacer. Przebąkiwałem o tym od czasu do czasu, ale A. wtedy zamartwiała się jeszcze bardziej, czy aby dla Fi. to będzie dobre, skoro katar, a nawet kaszel… Ja jestem z tych, którym świeże, chłodne powietrze przynosi ulgę w każdej chorobie, nawet w takiej, gdzie się człowiek okrywa, czym się da i z trwogą zerka na termometr. Na bolące gardło natomiast doskonałe są… lody. A w ogóle nie ma się czym przejmować, trzeba małego ubrać porządnie i ruszać w drogę!

No i ostatecznie ruszyliśmy oboje, we troje. Ja, A., Fi. Do lekarza. Pani doktor nie wysłyszała w piersi Fi. żadnych niepokojących szumów, chrobotań, charkań, brzęków, wyć, świstów i gongów, nie dojrzała w gardełku żadnego przyczajonego smoka, oślizłego potwora ani małego głodu, więc tym bardziej spacer należało uznać za udany. Po drodze jeszcze natrafiliśmy na ciekawe wydarzenie: na placu przed „Malborkiem”, tzn. parafią Wniebowstąpienia Pańskiego odbywał się jakiś koncert. Brzmiało to jak zespół „Love Story” z ich bodaj najbardziej znaną piosenką Talitha kum. A w programie była nie tylko ta wokalistka, Magda Frączek, ale i inne zespoły: 40 i 30 na 70, Anielsi, 3dzieści3, no i „gwiazda wieczoru” – NewLife’M. Po powrocie do domu dowiedziałem się też, że to jest II Festiwal Muzyki z Mocą, a przy okazji II Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji „Obudzić olbrzyma”. No i właśnie tej ewangelizacji doświadczyliśmy z A. osobiście.

Zostaliśmy napadnięci albo raczej zagadnięci przez grupkę ludzi z identyfikatorami na szyjach i traktatami w rękach. Już chciałem wyparować: 
– Czekajcie, ja was znam! Jesteście tą bandą od Jacka W.! (to taki żart dla tych, co znają chefsibę)
A tak naprawdę mimo sympatii od razu wyjaśniłem:
– Cieszę się, możemy porozmawiać, ale my też nie potrzebujemy ewangelii, jesteśmy nawróceni, żyjemy dla Jezusa.
– Tak? A to pewnie jesteście w jakiejś wspólnocie! Gdzie? – Zaraz dopytał jeden z najruchliwszych głosicieli dobrej nowiny, facet około sześćdziesiątki.
– Jesteśmy w protestanckim kościele, zresztą tu niedaleko się spotykamy. – Wyjaśniła A. z nadzieją, że zaraz pójdziemy sobie dalej.
– A to nic nie szkodzi, możecie przyjść wieczorem tu na spotkanie, wieczorem jest adoracja… – Nie tracił rezonu pan „Ruchliwy”. Zaraz też zaczął w skrócie opowiadać świadectwo swojego życia, że nawrócił się, mając lat 50 i wtedy też urodziła mu się córka, że do tego czasu żył zupełnie hedonistycznie, egoistycznie, przez dwadzieścia lat mieszkał w Niemczech, gdzie zupełnie mu odwaliło… Ale wrócił do Polski i… – Słuchajcie, ile ja się uczę przez to, jakim jestem ojcem. Moja córka mówi na przykład „poszłeś”, no to poprawiam ją: tyle razy już ci powtarzałem, że nie mówi się „poszłeś”, tylko „poszedłeś”. I wtedy boży głos słyszę, jak do mnie mówi: a ile razy ja ci powtarzam, że popełniasz błąd. Czy znasz moją cierpliwość dla ciebie?

Nawet miło było tego słuchać, mimo że czułem się trochę „przyłapany” i do tej rozmowy przymuszony. Poza tym nie była to dla mnie żadna nowa myśl. Jeszcze zanim zostałem tatą, spodziewałem się, że z relacji z moim dzieckiem nauczę się wiele o tym, jak mój Tata w niebie widzi mnie i moje problemy, całe życie w ogóle. Zatem myśl nienowa, a z drugiej strony warta przypominania, powtarzania w coraz to nowych przypadkach, przykładach, przynętach. No, chociażby ja nauczyłem się już tego, że to, co dla mojego synka wydaje się straszne, trudne i zaskakujące, wcale nie jest takie z mojej perspektywy. Skoro tak, to i ja mogę mieć pewność, że mój Bóg ma wszystko pod kontrolą, dla Niego nic nie jest straszne, trudne lub zaskakujące. A jeśli jest moim dobrym i troskliwym Tatą, to nie będzie głupstwem i naiwnością z mojej strony, jeśli przestanę się martwić czymkolwiek i we wszystkim zdam się na Niego.

Autor: wdev

Powiązane posty: