Punkty

Wróciliśmy do domu. Wdrapaliśmy się na to nasze trzecie piętro ze śpiącymi dziećmi. Położone, spokój, jeszcze torby. Jeszcze auto odstawić spod klatki na parking… Zrobione. Ściągnąłem swoje wąskie spodnie, które krępują mi ruchy i, w gaciach stojąc, obrzuciłem wzrokiem sypialnię. Bałagan, w większości chyba mój. Trzeba z tym coś zrobić. I wtedy zaczęły się kłopoty – jak mówi narrator w bajce „Tomek i przyjaciele”.
– Jasiu, miałabym tylko jedną prośbę, żebyś sprzątnął tę torbę z butami, co przynieśliśmy. – Zakomunikowała A. i odeszła do kuchni. Tu już się wykazała wiedzą specjalistyczną, bo wiele kobiet powiedziałoby te słowa w stronę ściany kuchennej, przy otwartym kranie, nie sprawdzając wcale, czy to dotarło do faceta. A potem pretensje, że nie słucha. No, do mnie dotarło, tylko że ja miałem już

swoją misję – sprzątnąć sypialnię, tj. m.in. „załatwić” inne buty, stojące tutaj. Prośbę A. „dopisałem” do biznesplanu i… kolejki prac.

Potem A. jeszcze dwukrotnie przypominała mi o tym, aż oboje wpadliśmy w złość.
– Zależało mi na tym! – Żali się A.
– A mi na tym! Zrobię. Co za różnica, kiedy?
– Jest różnica! – Itd.
Zacząłem to w myślach analizować. „Małe prośby” – zadzwonił dzwoneczek. Ktoś o tym mówił. O tym, jak mężczyźni i kobiety liczą sobie punkty. Sobie samym i sobie nawzajem. Dla kobiet liczą się rzeczy drobne, rozmiar nie ma znaczenia. Dla mężczyzn – okazałe, gardzą małymi. W praktyce wygląda to na przykład tak:
1. Mężu, spełnij kilka małych próśb żony, a za każdą dostaniesz punkt, wdzięczność, miłość. Choćby wydawały się tylko pyłkiem przy twoim wielkim i najważniejszym planie, który ma uszczęśliwić całą rodzinę.
2. Żono, doceń „wielką” pracę męża z podziwem, choćby wydawała się warta… jednego punktu. Zamiast tysiąca – jak ocenia to on. Za to będzie cię kochał.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: