Psychowiara

Zrobiłem kolejny wywiad do audycji z cyklu „Problemy wzięte z głowy”, który ma wystartować za parę tygodni w Radiu Chrześcijanin. Zasadniczo jest to audycja robiona we współpracy ze Stowarzyszeniem Psychologów Chrześcijańskich, więc jako taka ma popularyzować nie tylko samą psychoterapię, ale psychoterapię w podejściu chrześcijańskim. Ostatnie nagranie szczególnie dotyczyło właśnie tego: pokazać, co to w ogóle jest. Za mną dwie rozmowy z Anną Ostaszewską – psychoterapeutą, wykładowcą i autorką ważnej książki w tym temacie*.
 
A czemu piszę o tym tutaj? Ot, wzmianka. Może kogoś to zachęci do szukania pomocy, jeśli nie radzi sobie ze swoją przeszłością, jeśli przeżywa niektóre sytuacje nieadekwatnie dramatycznie, bo emocje są nawarstwione, spotęgowane czymś, co się wydarzyło kiedyś i nie zostało właściwie „przeżyte”. O emocjach mówi się, że są wypierane lub „zamrożone”.
 
No dobrze, ale dlaczego psychoterapia chrześcijańska? Sceptyczni są zarówno psychoterapeuci niewierzący, jak i sami (niektórzy) chrześcijanie. Ateiści mówią: toć to może jaki zabobon albo terapia udawana, a właściwie ewangelizacja? Ale chrześcijańskich terapeutów obowiązuje to samo: mają być dobrze wykształconymi fachowcami. I są. A do tego szanują, czy uwzględniają wiarę pacjentów. Takie są teraz zalecenia m.in. WHO. Taka jest teraz tendencja na świecie. W Stanach (ale też innych krajach zachodnich) od początku wieku już bardzo mocno akcentuje się fakt, że branie pod uwagę wiary pacjentów pozytywnie wpływa na efektywność psychoterapii – zostało to klinicznie udowodnione. Istnieją akredytowane programy psychoterapeutyczne (chrześcijańskie). W fachowych serwisach i wyszukiwarkach uwzględnia się wiarę terapeutów. Ludzie szukają kogoś, kto ich nie zignoruje, kiedy powiedzą o Bogu, nie zbagatelizuje szczególnej etyki, którą się kierują, porozmawia z nimi o ich wierze na poziomie doświadczeń, a nie poprawnej teologii, jak ksiądz lub pastor.
 
Chrześcijanie z kolei czasem wyobrażają sobie, że aby pomóc człowiekowi, wystarczy skupić się na Bogu. Poza tym – jak mówi Anna Ostaszewska – mogli zrazić się pewnymi błędami w praktyce, które – przyznaje – były. Jednak to, że jakiś człowiek został źle wyleczony, mówiąc ogólnie o medycynie, nie znaczy, że lekarze są niepotrzebni. A czy psychoterapeuta leczy czasem „z Bożą pomocą”? W wyjątkowych przypadkach, w ostateczności ponadnaturalna pomoc z góry może mieć miejsce. Moja rozmówczyni podała przykład innej terapeutki, gdy jedna z pacjentek podczas sesji wyjęła żyletkę i chciała się pociąć. Co by zrobił przeciętny terapeuta? Uciekł po pomoc? Gdyby wrócił, mogłoby być za późno. Próbował powstrzymać? To trochę niebezpieczne. Sytuacja tragiczna. Tamta terapeutka zaczęła się modlić w duchu. Pacjentka poczuła Bożą obecność, szybko odeszła ją chęć pożegnania się z życiem. Przynajmniej na tę chwilę.
 
Czasami odwołanie się do wiary może być dodatkową motywacją dla pacjenta w mierzeniu się z problemami psychicznymi, takimi jak: uzależnienia, depresja, raniące relacje. Czasem dociera się do ściany, obnaży wszystkie mechanizmy, wyćwiczy sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach, a wciąż wydaje się, jakby człowieka ogarniała beznadzieja, bezsilność. Czasami problemy psychiczne rzutują też na to, jak chore wyobrażenia ma człowiek o Bogu i o swojej z Nim relacji. Czasami… A może często? Podobno zapotrzebowanie na psychoterapię rośnie, a psychoterapeutów za mało. Zwłaszcza tych wierzących.
* „Psychoterapia integratywna w podejściu chrześcijańskim”, Anna Ostaszewska, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, drugie poszerzone wydanie maj 2017.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: