Przełóż wajchę

Słuchałem Voo Voo nowej płyty, prawie na samym początku Waglewski śpiewa:

Mieliśmy przecież być
Bez skazy, czyści jak łzy
I po to, by znaleźć się w Niebie
Pomagać czasem też obcym w potrzebie

W ogóle cały krążek wchodzi miękko w ucho, nóżka chodzi, nawet skacze. Tekstowo się nie zawiodłem, ale jednak… ten fatalny stereotyp: czasem trzeba się przełamać, gdzieś zadziałać, żeby wpadł na konto dobry uczynek, zadźwięczał jak pieniążek w skarbonce, żeby się waga przechyliła, żeby tym drobnym sumptem załatwić sobie wejściówkę do wiecznego życia.

Gdzie w tym radość? Raczej lęk i niewola. Panie Wojciechu, „czysty jak łza” Pan może być. Niech się Pan tylko przestanie sam ze sobą rozliczać. Albo z naszym człowieczeństwem – pełnym błędów i błądzenia. Jest jak jest. Masz Pan rację:

…porobiło tak się dziś
Że choć nikt nie stoi u drzwi
To mimo to, z zewnątrz nikomu
Nie mamy chęci tak po ludzku pomóc

Ale czy mamy siebie za to nienawidzić? Przecież właśnie za to ludzie uciekają od wiary. Zawsze powtarzam: przełóż wajchę. Nie, że najpierw plusy w niebie, a potem łaska. Raczej najpierw łaska, a potem plusy. I nagrody, też. Ja to już wolę coś do tańca.

Wczoraj dzieci zaczęły przy tym Voo Voo tańczyć. A potem A. i ja. I to było to. I jeszcze podkręciłem wzmacniacz, i bęben wziąłem, i waliłem. Było głośno i wesoło. Pomyślałem tylko przez sekundę: mam nadzieję, że „nie stanie nikt u drzwi”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: