Pożywka męskiego ego

Czym tu się chwalić? W męskim świecie wiecznego (i przez to zgubnego) współzawodnictwa nie jest to akurat problemem; podać przynajmniej 3 powody do przechwałek: 

  1. Znam się na rzeczy.
  2. Nie wymiękam.
  3. Stać mnie.

Co ciekawe, podobnie widzi to Bóg. Tylko jakby od drugiej strony…

Tak mówi Wiekuisty: Niechaj mędrzec nie chwali się swą mądrością; niechaj dzielny nie chwali się swoją dzielnością; niech bogaty nie chwali się zamożnością. (Jer. 9:22, NBG)

Ok, zaorane. Pytam więc od nowa: czym tu się chwalić? Nie dla próżności, tylko jakiegoś poczucia, że to wszystko ma sens, że jest fajnie, a na półmetku (czterdziecha) nie przydarzy mi się głęboki dół i kryzys, a na finiszu nie odechce mi się żyć.

Lecz kto się chce chwalić, tym niech się chwali, że zrozumiał i poznał Mnie, że Ja, Wiekuisty spełniam miłość, sąd i sprawiedliwość na ziemi, oraz że mi się to podoba. (23)

Chwalić się, że znam Boga, to jak rozpowiadać, że poznałem ocean. Ale dla ułatwienia podano punkty orientacyjne, nawigacyjne, nazwy atoli, zatok i basenów: miłość, sąd i sprawiedliwość.

To świetny materiał do medytacji. Pierwsza (znamienne!): miłość. Jak Bóg mi ją okazał? Sąd: jak mnie naświetlił? Jakby lampą na przesłuchaniu, jak rentgenem. Sprawiedliwość: czy wtedy zapragnąłem wrócić – znów kochać i być kochanym? Czy przeciwnie? Na co zasłużyłem?

To samo w kółko i od nowa, te trzy. Miłość, sąd i sprawiedliwość. I srebro się wytapia, oczyszcza. Po raz enty. Jest się czym chwalić! Skromnie, ale… znam Go.

Autor: jpz2

Powiązane posty: