Pozytywnie

Jechałem rowerem i postanowiłem mieć tego ranka same pozytywne myśli. Rozglądałem się dokoła i dostrzegałem wszystko, co dobre, ładne, przydatne, mądrze pomyślane. I mówiłem:
– O, i tu dobrze to zrobili, to skrzyżowanie, nareszcie naprawdę dobrze wyprofilowany zjazd na jezdnię.
– Świetna sukienka, piękny kolor. – Jaskrawy lazur.
– Fachowiec! – Tak mi się skojarzyło. Facet ma taką ciekawą twarz i to jedno słowo mi pasowało.
– Jakie ruchy, ładny chód!
– Ładny kask dla córeczki. – Dziewczynka w rowerowym foteliku miała na głowie małą łąkę.
– U, jak profesor. – Szykowna marynara powiewa w pędzie powietrza podczas jazdy.
– Okazała torba! – Wielka, płócienna, wzorzysta.
– Nieźle dziewczyna popyla. – Mknęła i wciskała pedały jak sam diabeł.
– Jaka ładna tu ścieżka, równiutka i wiatr w plecy.
– O, ładnie panowie pracują. – Robotnicy oczyszczali park, w tym ścieżkę rowerową, odgarniając gałęzie i tnąc grubsze konary, zwalone przez wczorajszą burzę. Rychło w czas.
– Świetny stanik! – Z rodzaju tych sztywniaków lub – jak mówią – puszapów, które niekoniecznie, niestety, zdradzają kształt swej zawartości, ale za to ładnie pierś modelują, o ile są dobrze dobrane. Tak mignęła mi figura w białym, obcisłym tiszercie.
– No, jakie karczycho! – Zgrabnie umięśniony facet pochylony nad kierownicą swego roweru wydawał się jeszcze bardziej zwalisty niż w był rzeczywistości.
– A pani wygląda… perfekcyjnie.
– Doskonała koszula, pożyczysz? – Facet w dopasowanej flaneli w odważnych kolorach.
Zapamiętałem się w tym tak, że aż sam się sobie dziwiłem, gdy po dłuższej chwili takiej komplementującej jazdy złapałem się na nietypowej reakcji. Czekałem właśnie na włączenie się do ruchu, gdy wtem… z lewej nadjeżdża samochód – ten staje, a ten przed nim „zaspał” i nie rusza; kierowca zapalał papierosa, czytał smsa lub coś równie głupiego, co nie usprawiedliwia gapiostwa. Kierowcą tego auta z tyłu była kobieta w średnim wieku, która w grymasie pogardliwej złości rzucała jakieś przekleństwa i z pasją złorzeczyła temu z przodu. Było w tym sporo przesady – jak się tak z boku spojrzało. Wyglądała komicznie – jak w niemym filmie, zamknięta, wyciszona z czterech stron szybami. Tylko jej twarz – karykatura samej siebie – ujadała zawzięcie. Pomyślałem: – „Niezła gęba!” – I uśmiechnąłem się do siebie. Naprawdę była niezła, była doskonałą egzemplifikacją „gęby”! Niosła w swym wyrazie tyle gębowatej pyskowatości i prostego chamstwa, że aż mi zaimponowała. – „Naprawdę!” – Pomyślałem. – „O wszystkim da się powiedzieć coś dobrego”. Nawet ten autobusiarz, który – gdy piszę te słowa – rzuca mną jak kartoflem, budząc w ten sposób moją dziką nienawiść, przynajmniej… dojedzie szybciej na miejsce.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: