Poszedłem na detoks

W ostatnich dniach miałem jakiś paskudny nastrój. Prowadziłem wewnętrzny dialog:
– Wszystko bez sensu.
– Musisz być wdzięczny, masz tyle!
– Będę wdzięczny. I to też będzie bez sensu.
– Masz się z czego cieszyć.
– Mogę się cieszyć, ale po co?
– Bez sensu mówić, że bez sensu.
– Wiem, ale ostatecznie nic nie ma sensu.

Pomyślałem, że już ktoś przede mną mówił podobnie. To znaczy, że moje myśli są stuprocentowo wtórne. Trudno, pomyślałem, przynajmniej poczuję się zrozumiany i dowiem się, co mądrego można powiedzieć wobec marności. I otworzyłem księgę Kaznodziei Salomona, zwaną też księgą Koheleta. Zacząłem robić notatki:

Wszystko jest marne, wtórne. Wszystko się powtarza. Jak jest, tak będzie. Historia, wiedza, mądrość, głupota – to wszystko jest marne. Bo nie poznam wszystkiego, nie dojdę do sedna. Mądrością nie uchronię się przed złem i nie uchronię przed zapomnieniem, kiedy umrę. Marne są radość, śmiech, używki, przyjemności, marna moja praca i gospodarstwo domowe. Bo już inni to robili, nic w tym nowego. Bo oddam to w spadku, a kto wie, czy dziecko będzie mądre czy głupie. Albo oddam próżniakowi, który na to nie zasługuje. Nie zaznam spokoju. Nie pojmę czasu, na co on jest przeznaczony, mimo wieczności w sercu. Nie mam na ziemi przewagi nad zwierzęciem, bo podobnie umrę. Może spotka mnie cierpienie i brak pocieszenia, a może nie. Będzie mi się powodzić, ale to tylko spowoduje zazdrość wokoło. Trudno jest posiadać bogactwo, to jest nieustanna troska. Poza tym może ja tylko się napracuję, a inni to wykorzystają. Jeśli będę samotny, to próżne moje wysiłki. Pobożność nie gwarantuje ani czci u ludzi, ani powodzenia. Zamiast prawa panuje bezprawie, a zamiast sprawiedliwości – złość. Można się mądrze starać, a jeden grzech wszystko zepsuje. Idioci pną się w karierze, a mądrych się nie promuje. Moje lenistwo jest marne, tak samo skąpstwo. Nigdy nie wiadomo, co się stanie, więc trzeba na ślepo robić swoje i wiecznie ryzykować. A i tak moja młodość i jej rozkwit są marne. Nie wiem, co mnie spotka. Miłość i nienawiść są w ręku Boga, nie moim.

Smutno się zrobiło? To dobrze, bo lepszy jest smutek niż śmiech, bo gdy smutek jest na twarzy, serce staje się lepsze. (Kazn. 7:3, BW)

Ale żeby nie było tak beznadziejnie, teraz druga część notatek, trochę lepsza:

Jeść i pić – to najlepsze wytchnienie w trudzie. To jest z łaski, bo nic nie dołożę do tego, co już jest stworzone. Poza tym trzeba się cieszyć z doczesnych rzeczy – to także jest z łaski, nie ma w tym żadnej mojej zasługi. Jak człowiek je, pije i się cieszy, nie myśli, że jego życie jest krótkie. A w uciechach pomagają pieniądze. Takie to prozaiczne. Trzeba używać życia z ukochaną żoną. I czego tylko zechce serce i oczy, tego używać, tylko pamiętać przy tym, że wszystko to Bóg osądzi.

Wysłuchaj końcowej nauki całości: Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka. Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną czy dobrą, czy złą. (Kazn. 12:13-14, BW)

Jakoś mi ulżyło. Życie znów jest proste.

P.S. W tym temacie przypomniał mi się pewien kolaż, który kiedyś zrobiłem, na moim starym blogu: Niespodziany – kolaż.

Autor: jpz2

Powiązane posty: