PORANEK TATY

Nie udało się napisać w ostatni piątek, ale udało się napisać dziś – wiersz. A oto i on.


NIE MOGĘ BEZ CIEBIE ŻYĆ

Szary świt potrząsa podwórkiem
zanim jeszcze słońce rozgrzeje
stalowo-żółte liście
zanim jeszcze herbata połechce
żołądek zwinięty w kłębek jak kot
kot podnosi łeb i powstaje
by się połasić z głodu
nawet nieskory do zabawy tak
jak moje dłonie nieskore jakoś
ani do jedzenia
ani do ubrania
ani do pracy
dopóki jednej rzeczy nie spełnią
jedynej do której teraz są chętne
do tego by ciebie
ująć w nawias dla siebie
wyjąć z tekstu rzeczywistości
zająć miejsce syna wtulonego i nie
odjąć mu od ust lecz
przejąć od niego i nazwać jak należy
objąć cię śpiącą jeszcze tak byś
wyjaśniła mi swym
milczeniem oddechem byciem
to że
szary świt potrząsnął podwórkiem
a ja coś muszę

Autor: wdev

Powiązane posty: