Pomiędzy

Wszedł do starej sutereny, której drzwi wychodziły wprost na chodnik jednej ze śródmiejskich ulic. Chłód zagnał go do środka, tak że szybko zamknął za sobą drzwi. Prędko rozejrzał się po wnętrzu kawiarni, ale nie dostrzegł przyjaciela, który już czekał, wciśnięty w kąt. Zawiesił za to wzrok na zgrabnej kelnerce, która odwzajemniła się równie zmęczonym spojrzeniem. Zerknęła z zaciekawieniem na identyfikator, którego zapomniał zdjąć i dyndał mu na wierzchu, zdradzając właściwie wszystko.
— Dzień dobry. – Uśmiechnęła się ledwo.
— Poproszę jedno… Jedno… – Zaczął się rozglądać za etykietkami do wyboru.
— Mamy dwa. – Pokazała ręką na kraniki.
— No więc jedno to, o… – Uśmiechem ukrył zakłopotanie. – Widzi pani, po całym dniu ciężko zebrać myśli…
— Pana kolega chyba podobnie.
— O, to już tu jest? A skąd pani…
— Coś jeszcze?
— Co? A, nie, dziękuję… – Odszedł od baru z wysoką szklanką.
Przyjaciel dopiero podniósł się z krzesła.
— No, stary, ile to już…
— Ze sto lat. – Roześmiał się cicho. Zrobili miśka.
— Wpadła w oko, co?
— Ta… Ale jedno mnie zawsze peszy. Wiesz, co? Że takich, jak ja – adoratorów na pięć minut, ona ma tu codziennie tylu, że jeden więcej – to tylko kłopot. Ach, nawet nie najgorsze to piwo.
— Na pięć minut, mówisz?
— No a nie?
— No nie wiem, to ty jesteś żonaty.
— Ano, jestem. – Odsapnął, wieszając kurtkę na oparciu krzesła. – Wiesz, miałem wrażenie, że z tego zimna musiałbym tu wejść, nawet gdybyśmy się tu nie umówili.
— A ja?
— No trudno, zadzwoniłbym do ciebie. Ty w jednej knajpie, ja w drugiej. Byśmy sobie pogadali.
— Ha ha, daj spokój, to by było takie warszawskie. – Mina przyjacielowi jakoś szybko zrzedła, westchnął. – No, ale co tam u was, co u żony?
— A co ma być…
— No, kochacie się?
— Znaczy co?
— A, ja nie o tym, tylko tak ogólnie. Ale skoro już chcesz. – Zarechotał.
— Ja bym nie potrafił o tym opowiadać, wiesz? Tak się teraz zastanowiłem. To by było ciekawe przez dwie minuty, a potem… – Wziął łyk piwa.
— Potem co? 
— Potem właśnie bym nie umiał opowiedzieć, no wiesz, tego, co wokół, co przed i co po, i w tle, pomiędzy i w ogóle tego, co sprawia, że…
— No?
— …że to jest takie świetne.
— Czyli co? A, przepraszam, właśnie ty mi nie powiesz. – Roześmiał się serdecznie, z błyskiem porozumienia w oku.
— Ha ha, bystry jesteś. No, nawet jakbym chciał…
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: