Pokój

Powakacyjnych porządków szał. Prania nastawić, jedzenie i naczynia rozłożyć, zakupy dzisiejsze rozparcelować, walizki pochować itd. itp. Krzątamy się. Dzieci chwilowo zajęte „sobą”. Fi. wziął się za „Tornado” – polubił tę moją zabawkę z dzieciństwa – nakręcaną lokomotywę w komplecie z torami, tendrem i dwoma wagonami (sprężyna ledwie je uciągnie). U. coś maluje, rysuje. Zamknięci w pokoju. Fi. zatrzasnął drzwi – to według jakiegoś planu, żeby mu porządku rzeczy nie psuło.
– Filu, czemu zatrzasnąłeś drzwi? – Pyta z łazienki A.
– Bo one muszą być zamknięte! – Odkrzykuje syn.
– Ale może Ula będzie chciała wyjść albo ja będę potrzebowała wejść.
– Ale ty nie możesz wejść.
– Ale będę potrzebować, na przykład do szafy.
– Ale to jest nasz pokój i wy nie możecie tu wchodziiić!

Tymczasem A. już przechodziła do kuchni i ten stanowczy protest już chyba do niej nie dotarł.
– Słyszałaś? – Pytam, uśmiechając się, lekko rozbawiony.
– Nie, a co, pralkę?
– Nie, co Filo krzyczał.
– Nie…
– Że to ich pokój, więc my nie możemy tam wchodzić. Nastolatek się znalazł…
A poza tym wiem, że tym razem to nie chęć odosobnienia, tylko jakaś zasada, którą sobie wymyślił w związku z zabawą. Jakkolwiek by było, wydało mi się śmieszne, że tak mówi. I, szczerze mówiąc, nie mam nic przeciwko, żeby sobie tam sami siedzieli i myśleli, że to ich pokój, więc my… itd. Przynajmniej na razie. Ale jest to śmieszne.

Zaraz tę śmieszność próbuję przełożyć na relację człowieka z Bogiem: jak to z góry musi śmiesznie wyglądać, gdy człowiek mówi: Boże, to jest moje życie, zatrzaskuję drzwi i nie zamierzam cię do niego wpuszczać. Rzadko jest to tak werbalnie wyrażone, częściej wynika z postawy, postępowania. Ale nadal jest śmieszne. Ponieważ ten mój pokój – to moje życie, jest od Boga. Jak mocno bym nie zaryglował drzwi, nadal jestem w Jego rękach.

Są tacy, którzy uważają to za tragedię: człowiek odrzuca Boga-Ojca. Zgadzam się, to też prawda. Smutna historia: jak ten nastolatek, który separuje się emocjonalnie od rodziców – bardziej, niż to wynika z potrzeby wieku. Ale dziś jestem skłonny widzieć w tym „sobiepaństwie” mniej tragi-, a więcej -komedię. Może dlatego, że są jeszcze tacy mali…

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: