Póki dzień, jest światło

Popularny skrót WWJD oznacza: What Would Jesus Do (co zrobiłby Jezus) – i jest dobrym testem na każdą okazję. Odwracam sens: co ja zrobiłbym na miejscu Jezusa? Oto skrót mojego kazania z ostatniej niedzieli (na końcu link do słuchania).

Jezus dowiedział się o chorobie przyjaciela, Łazarza w niełatwych okolicznościach. W Jerozolimie chcieli go ukamienować, a on… oddalił się i odszedł za Jordan. Daleko. Wtem – złe wieści. Zwlekał jeszcze dwa dni, aż wreszcie oznajmił uczniom: musimy znów do Judei – tam, gdzie Jerozolima (niebezpiecznie) i Betania – miasto Łazarza. – Panie, przecież dopiero chcieli cię tam zabić! – Przytomnie oponują uczniowie.

Gdy poznali powód decyzji Jezusa – wolę wskrzeszenia Łazarza – wcale nie wzbudziło to ich entuzjazmu. Przeciwnie; reakcja Tomasza – jak zwykle szczera do bólu, a do tego ironiczna – streszcza ich obawy i niewiarę: – Tak, pójdźmy i my, żebyśmy z nim [Łazarzem] pomarli.

Myślę: to ja! Po pierwsze, ja też nieraz wątpiłem w moc. Po drugie, obawiałem się. Czego? Ano konsekwencji zrobienia tego, co mi podpowiadał Duch. Że głupio, nieprzewidywalnie i w ogóle… Nie, Tomaszem nie chcę być. Muszę zrozumieć Jezusa. Muszę zrozumieć to, co powiedział uczniom, co miało ich zachęcić, zmotywować i uspokoić. Tylko że… to dziwne słowa, z pozoru niepojęte, z innej bajki:

Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Jeśli kto chodzi we dnie, nie potknie się, bo widzi światło tego świata. Jeśli zaś kto chodzi w nocy, potknie się, bo nie ma w sobie światła. (Jan. 11:9-10, BW)

Jaki dzień? Jakie światło? Przecież nie światło słońca i księżyca. Raczej światło życia, mądrości, ducha. Światłość świata – tj. tytuł mesjański. Jezus sam tak o sobie mówił; w Ewangelii wg Jana 8:12 („jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota”) albo 9:4-5, 12:35-36,46. To jest światło, które umożliwia sąd (Jan 3:19).

To samo światło, które było przed gwiazdami (patrz historia stworzenia, dzień pierwszy) i które będzie w Nowym Jeruzalem, gdy zgaśnie słońce i pozostanie… chwała Boża (zob. Obj. Jana 21:23). Światło, o którym czytam w Księdze Joba (12:22, 18:5-7) i w Przypowieściach Salomona (13:9). Światło, o którym „prorokowała” menora w Świątyni. Światło, którym rozpromienia się oblicze Boga nad Izraelem (IV Moj. 6:23-27).

A co z tym dniem? Czy Jezus się spieszył? W pewnym sensie tak, jego dni na ziemi, dni życia, służby, misji… były policzone. A ja? Teraz, w XXI wieku mamy dzień, czy noc? Po zmartwychwstaniu Jezus odszedł do nieba, zapadła noc. Ale znowu później zesłał Ducha Świętego, co zapowiadał (Jan. 14:16-21). Znów jest dzień!

Póki dzień, póki mam Jezusa, Ducha Świętego, póki żyję, póki On nie powróci, muszę działać jak i On, z serca muszę robić to, co mi polecił. Póki kocham bliźniego i chodzę w światłości (1 Jan 2:8-11), dopóty się nie potknę! To dla mnie ogromna zachęta!

Wracając do historii Łazarza; to wielka lekcja chodzenia w światłości, bycia światłem. Jezus dostaje trzy ciosy-zarzuty: – Czemu cię nie było? – Pyta Marta. – Dlaczego? – Powtarza Maria. – Dlaczego nic nie zrobił, póki był czas? – Szemrają inni. Jego reakcja to „tylko” rozbudzenie i sprawdzenie wiary. Szczere wzruszenie, płacz, ból z powodu śmierci. I w końcu działanie, wołanie: wyjdź!

Łazarz powstaje i wychodzi, prowokując jednych do wiary w Mesjasza, a pozostałych – do sceptycyzmu tak szalonego, że aż woła o niewinną krew. Po której stronie się znajdę?

Można mnie też posłuchać:

Autor: jpz2

Powiązane posty: