Pocieszyć

– Nie mogę cię pocieszyć. Mogę cię przytulić. – Powiedziała A. na ostatku swej cierpliwości i na granicy szaleństwa. I przytuliła U. Na to znów Fi. – mistrz dykcji:
– Łało aożesz mnie poeszyć… – Głosem pełnym rozpaczy, w którym nie sposób rozdzielić procentowo: ile autentycznego żalu, a ile autosugestii, że jest źle, bardzo źle. Wyrazy też jakby celowo niedbale wypowiadane, żeby dodać dramatyzmu. U. oczywiście pozostaje pod wpływem i inspiracją tego zachowania, uczy się od Fi. Jest już sprawna zarówno w szczerym proszeniu o pocieszenie, jak i… no właśnie, w czym?

Przychodzę z drugiego pokoju, bo akurat montowałem audycję, kiedy rozkręciła się ta licytacja na pocieszanie.
– Słuchajcie, a może wy, tak jak mama mówi, nie chcecie pocieszenia, tylko przytulenia? Filu, przytulić cię?
– Tak! – Przyznaje. No i przytulam Fi.
Tłumaczyliśmy dziesiątki razy, że pocieszenie jest wtedy, gdy się coś złego stało. A nie kiedy np. napastnik odczuwa żal z powodu pocieszenia ofiary i też chce. Albo gdy ktoś chciał zabawkę, a jej nie ma, bo drugie sobie wzięło, a nie przemocą ani podstępem. Albo…
– Teraz to już doszło do takiego absurdu… – Relacjonuje mi A. już na osobności. – …że U. stuknęła mnie głową w ramię i od razu w płacz: „Mamo, czy możesz mnie pocieszyć?” Ona jest chyba po prostu zmęczona…
– Tak, zmęczona. – Myślę. – O ileż prostszy byłby świat, gdyby ludzie, zamiast użalać się nad sobą, oczekiwać pocieszenia albo oddawać komuś agresją za złość, wiedzieli, że są tylko zmęczeni i… żeby ktoś ich przytulił.

Autor: jpz2

Powiązane posty: