Po cichu róbmy swoje

Pierwsze skojarzenie: Wojciech Młynarski. Oczywiście: „Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce”. Apostoł Paweł też to radził. Ale „swoje” – to znaczy: co? Każdy ma swoje własne „swoje”.

Parę dni temu pisałem, że w tym życiu bawię jakby na folwarku Pana Boga. Mogę robić w jego interesie albo ten interes mu psuć, jak próżniak. Ale dla siebie nic nie zarobię. Słyszę: „róbmy swoje” – to znaczy dla mnie ni mniej, ni więcej, jak tylko podłączenie się do tego większego interesu.

Zachęcam/ napominam was jedynie, bracia, żebyście tym bardziej obfitowali / coraz bardziej się doskonalili [w miłości braterskiej] i gorliwie / pilnie starali się / uczynili swoją ambicją / usiłowali:

  1. zachować spokój / prowadzić żywot cichy / żyć spokojnie/ siedzieć cicho

  2. i robić swoje / pełnić swe obowiązki / pilnować swojego interesu/ biznesu / dbać o swoje sprawy

  3. i pracować własnymi rękami, jak wam przykazaliśmy (1 Tes. 4:10b-11)

To im zadał bobu. Gdzie tam „im” – tobie i mnie! Siedzieć cicho i robić swoje? Umówmy się, „ciche, spokojne życie” nigdy nie było modne, fajne i do pozazdroszczenia przez ogół. Co to znaczy? Nie pyskować, nie robić za dużo szumu (zwłaszcza wokół siebie), nie bronić się zawsze i wszędzie, i żeby wszyscy słyszeli itd.

A przy tym wszystkim… robić swoje, własnymi rękami. Choćby to miało być niezauważone przez wielu; jak praca matki, jak wytrwałe próby, by wyszło, a nie wychodzi, jak spacer siewcy po polu, jak występy niszowego artysty. Pilnować swojego biurka, ogródka; w posłuszeństwie i interesie króla. Skąd na to brać siły? Z miłości braterskiej.

Autor: jpz2

Powiązane posty: