Plan wydatków: 100%

Nie wiem jak wy, ale ja nieraz mozoliłem się nad czymś, a w międzyczasie zastanawiałem się, czy to w ogóle ma sens. Najlepiej jest w ogóle od tego zacząć: obliczyć zasoby. Mierzyć zamiary na siły, na gotowość do poświęceń.

Np. czy jestem gotów sprzedać wszystko, co mam, by ratować upadający biznes? Albo dokończyć budowę? Czy jestem gotów walczyć do upadłego? Jeśli nie, lepiej nie tracić krwi i zawczasu zdecydować się na kompromis, rozejm, nawet niekorzystny.

Na świecie wiele jest niedokończonych budów, które służą za pośmiewisko. Czy chcę, żeby tak samo śmiali się ludzie ze mnie i z mojego życia? Nie, więc myślę i medytuję nad krzyżem. Jezus mówi:

Kto nie niesie swego krzyża, a idzie za mną, nie może być moim uczniem. (Łuk. 14:27, PUBG)

– właśnie w tym kontekście: planowania wydatków – czy starczy do osiągnięcia celu. Co to ma wspólnego z krzyżem? Ano to, że idąc za Jezusem, muszę zaplanować wydatki w wysokości 100% tego, co posiadam. Jeśli poświęcę Bogu same niedziele albo dziesięć lat i koniec, będę… śmieszny.

Jak niosę krzyż, to:

  • już nie bardzo mogę nieść coś innego;
  • nie mogę go na chwilę odstawić i zająć się czymś innym;
  • jestem gotów na nim umrzeć, jako męczennik lub śmiercią naturalną, ale z poczuciem, że zapłaciłem 100% i dokończyłem robotę.

W praktyce oznacza to tyle: wszystkim, co robię, służyć Jemu. Każdego dnia i każdej godziny próbować służyć ludziom i dzielić się z nimi Bożą miłością i ewangelią. Trudne. Ale piękne i daje mnóstwo satysfakcji.

Autor: jpz2

Powiązane posty: