Pieniądze. Kochać czy nie?

Patrzę na kilka rzeczy, które są dla mnie w życiu najważniejsze, patrzę od dłuższego czasu i widzę, że wszystkie one są niesione przez prąd rzeki… pieniędzy. Ohydne, nieprawdaż?

Obrzydza mnie i dziwi, że sukces człowieka jest zależny od pieniędzy. Na przykład Job (Hiob) to był chodzący sukces; w rodzinie (Job. 1:2), w biznesie (Job. 1:3), a co najciekawsze, także w służbie (wolontariat, postawa obywatelska etc.). Job mówi o sobie:

Bo uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna. Błogosławieństwo ginącego zstępowało na mnie, serce wdowy rozweselałem, przyodziewałem się w sprawiedliwość i ona mnie okrywała; moja prawość była mi jakby płaszczem i zawojem. Byłem oczyma dla ślepego i nogami dla chromego. Byłem ojcem dla biednych i rozpatrywałem sprawę nieznajomego. Kruszyłem szczęki krzywdziciela i wyrywałem łup z jego zębów. (Job. 29:12-17, BW)

Cudowne! Kiedy to czytam, aż rośnie mój apetyt na życie. Ale pada pytanie jak cień: czy Job mógłby to wszystko robić, gdyby nie był obrzydliwie bogaty? Czy Job, gdy leży w trądzie i popiele, nadal jest człowiekiem sukcesu? On sam powiedział: BYŁEM ojcem dla biednych. A więc już nie jest, bo co? Bo stracił pieniądze?! Nie no, załamię się. Przecież Jezus NIE powiedział: szukajcie najpierw pieniędzy, a sprawiedliwość Królestwa (w stylu Joba) będzie wam dodana. Powiedział coś wprost przeciwnego! (Mat. 6:33, BW) …i miał rację. Job jest dowodem; przeżył 140 lat i bojaźń boża, pokora, pragnienie sprawiedliwości były u niego zawsze, a pieniądze, i to w ogromnej ilości – też, wyjąwszy może jeden rok cierpienia. Zatem dzięki bożej łasce miał pieniądze, a więc i siłę wyrządzania ludziom wielkiej ilości dobra.

Autor: jpz2

Powiązane posty: