Pasja

– Proszę Pani, a czy ja też mogę narysować mapę i dostać szóstkę? – Zapytał bez pardonu Maciek – mój najlepszy kumpel.
– Nie, Maćku, to wyjątkowa sytuacja.
– Ale dlaczego?
– Na pewno zdarzy się jeszcze niejedna okazja, żebyś dostał taką ocenę. – Słuchałem tego trochę zdziwiony. Raz, że w ogóle dostałem szóstkę, a przecież na nią nie liczyłem. Narysowałem tę mapkę z nudów, kiedy przez tydzień leżałem w łóżku chory. No, co miałem robić? Oglądać telewizję? Lubię mapy. Umiem rysować proste i krzywe kreski. Nic wielkiego. Chyba każdy to potrafi. Nie wiem, nie pamiętam już, kto mi doradził, żeby ten rysunek pokazać na lekcji geografii. 
A Maciek lubił kopiować po mnie różne rzeczy. Być może trochę mu imponowałem. Pamiętam, że przeze mnie nawrócił się z
ukochanego korektora na wyklejanie. Korektorem mazał wszystkie zeszyty, dość obficie. I z braku cierpliwości rozmazywał. Wyglądało to paskudnie. Kiedyś podejrzał, że w moich zeszytach, prowadzonych niezwykle starannie (zwłaszcza jak na chłopca!), czasem zaklejam swoje błędy paseczkiem papieru. No i się zaczęło: cięcie, klejenie, cięcie, klejenie… Śmieszyło mnie to. Ale z tą mapą przeszedł sam siebie. Nie miałem mu za złe. Bo co? Normalne, też chciał zabłysnąć. No ale zabłysnąłem ja. Tak… niechcący. To była czwarta klasa podstawówki.
Skończyłem wczoraj czytać opowiadania Hłaski i wziąłem z półki książkę następną w kolejce: „Od pasji do biznesu” Andrzeja Burzyńskiego (polecam). I tam on pisze, że to częsta sytuacja: odnosisz jakiś sukces i zdaje ci się, że skoro ty potrafiłeś to zrobić, to każdy potrafi – nic szczególnego. A to nieprawda. Każdy ma pewne zdolności, którymi się wyróżnia. Każdy też ma coś, co go pochłania, sprawia, że zapomina o czasie. Właśnie takie rzeczy, które budzą w nas najsilniejsze emocje – nasze pasje, powinny być podstawą pracy. Inaczej mówiąc, każdy powinien sobie pozwolić na to szczęście: zarabiać na tym, co go kręci. 
Mnie kręcą mapy. Wiszą tu i tam. A. nie pozwoliła mi wieszać więcej: – Nie rób mi w domu sali geograficznej. – Ok, zacząłem więc wynosić do pracy. Wiszą już trzy, następne czekają tylko na ramki. Przy oglądaniu map mogę wiele rzeczy przegapić i zaniedbać. Ale to tylko jedna z kilku pasji, chyba wcale nie najważniejsza. Są inne, z których chciałbym się utrzymywać. Jednak daje mi do myślenia. Tak jak ten komiks, który znalazłem kiedyś w internecie, jeden z moich ulubionych – tak, że nawet zamówiłem sobie kubek: 
To już oczywiście skrajność. Cóż to za specjalność wymyślił sobie Pawełek? jaką drogę życiową: menel?? Co to za marzenie? Żadne! A jednak coś w nim jest. Jest jakaś naiwność. Jest szczerość i… dość często spotykany tragizm – sfrustrowanych pracowników, którzy pytają siebie: „gdzie popełniłem błąd”? I wiecie, co? Nie doszedłem jeszcze i nie chcę dochodzić do takiego miejsca. Droga „od pasji do biznesu” wciąż jest nieprzebyta. I uwodzi.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: