Parowóz

– Proszę, już bez krzyków i pisków. – Zarządzam, wrzucając wsteczny. Marzę o tym, żeby stąd już wyjechać. Niestety, nie jest to takie proste. Wielu gapiów, którzy przyjechali na paradę, zdążyło już wsiąść do swoich aut – teraz chcą zrobić to samo co ja. Fi. od płaczu przeszedł w tryb „szalejki”. U. godnie dotrzymuje mu towarzystwa za moimi plecami.
– Dzieci, prosiłem o ciszę, jestem zmęczony. Zmęczony jęczeniem Fila: „Tato, chodźmy już, chodźmy do samochooodu” – Przedrzeźniam. Zapada cisza. Chyba ich to zastanowiło. A tak naprawdę jestem oburzony – podburzony burzą, ulewą, która spadła na nas i ponad półgodzinnym czekaniem (parada parowozów się spóźniła).
Gwizd takiego parowozu jest przerażający, gdy się stoi blisko. Uszy

się kurczą. Ale wspaniale gwiżdże. Czarne cielsko jest naoliwione. Gryzący dym węglowy zawirowaniem wiatru lubi spełzać na peron kłębami. Miesza się to z czystą parą. Niemal namacalna jest wówczas moc tych maszyn. Budzą respekt; nie to, co współczesne lokomotywy, diesle. I jak ciągną! Jakby żywe zwierzęta – tłoki trochę szarpią, bo taka ich natura. Ptaki uciekają. Para rzuca zwiewne cienie na zazielenione pola. Piękna sprawa, proszę ja ciebie.

Nim wsiedliśmy do specjalnego pociągu, parowóz podstawiał się na właściwy tor. Pierwszy kontakt z tym „zwierzęciem” na chodzie. Nie jakimś tam trupem muzealnym, przypominającym jurajską skamielinę. On dyszy i sapie – jak w wierszu. On – niemal osobowy. Wyciągnąłem telefon i z bliska zrobiłem kilka zdjęć, kiedy ruszył na swoje zwrotnice. I zaraz pożałowałem. Obiecałem sobie, że to już ostatnie takie zdjęcia. Bo żadne obrazki nie zastąpią tego, co tu i teraz: obserwowania z bliska tego żelaznego potwora w pięknym ciemnozielonym, butelkowym kolorze. Mocnego, rozgrzanego i pulsującego olbrzymim ciśnieniem.
Mimo pewnych nieprzyjemności ten dzień zapisał się jako bodaj najlepsze wspomnienie dzieci z wyjazdu, ale przecież nie tylko ich. I właśnie wspomnienie. Bo przecież żadne zdjęcia tego nie oddadzą – wspólnego przeżycia, które pozostanie może aż do końca w pamięci, więc już zaczyna się w głowie mościć po swojemu – jakby samowolnie; z mocą, urokiem i tajemnicą… parowozu.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: