Owocny czas – cz. 1

Przyznam, że spóźniam się z poniedziałkowym wpisem. Bynajmniej nie z braku pomysłów. Chciałem napisać o dobrym owocu. Można zapytać: jak owocnie spędzać czas? Znalazłem na to ciekawą odpowiedź w wielu wypowiedziach Jezusa, ale napiszę o tym dopiero w części drugiej. Dlaczego? Ponieważ istnieje bardziej fundamentalne pytanie: po co w ogóle owocnie spędzać czas? Czemu chcę robić dobre rzeczy?

W modlitwie Bóg mi pokazał, że jeśli mam być dobry, a więc również poświęcać się, służyć, to… dla siebie! Mam stracić swoje życie, by je zyskać (Mat. 10:39, 16:25, Łuk. 17:33, Jan. 12:25).

Jest na świecie wielu ludzi, którzy nie chcą stracić swojego życia, bo podoba im się grzech. Tak naprawdę są jego niewolnikami.

Są jednak ludzie, którzy nie są niewolnikami, ale się nimi czują. Nie wyzbyli się starej mentalności, mimo że się nawrócili i zostali synami bożymi. Oni także nie chcą utracić swojego życia, ponieważ wszystko robią z poczucia obowiązku, chcą być „w porządku”, chcą się chlubić swoimi uczynkami. Oni są najgorsi, są obłudni, o nich Bóg mówi, że są letni i „wypluje” ich (Obj. 3:15-17, BW). Ich odpowiednikiem jest syn niemarnotrawny z przypowieści Jezusa (Łuk. 15).

Natomiast Bóg chce, żebym czuł się jak Jego syn, skoro jestem Jego synem. Wówczas mogę Mu służyć z poczuciem, że wszystko, co robię dla Niego i dla ludzi w Jego imieniu, służy przede wszystkim mi. Tak właśnie jest, paradoksalnie! Powinienem być jak syn marnotrawny, który nagrzeszył, ale w jednej, najważniejszej rzeczy był lepszy od swojego (niemarnotrawnego) brata: zawsze czuł się wolny. Był wolny, gdy odchodził od ojca z połową majątku, był wolny, gdy rozpuszczał te pieniądze i upadał na dno, był wolny, gdy powracał do domu. Zawsze był wolny. Czy to nie wspaniałe?

Dla mnie jest już za późno na to, by robić dobre rzeczy dla zachowania czystego konta. Już zdążyłem solidnie zawinić i nawet zostało mi przebaczone. Co miało się zepsuć, to zepsułem, a co miało się naprawić, to Bóg naprawił. Jeśli więc myślę o owocnym życiu, to muszę wystrzegać się mentalności niewolnika, bo już nim nie jestem. Proszę wybaczyć, że fragment Słowa zostawiłem na koniec:

Gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili. A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze! Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga.
(Gal. 4:4-7, BW)

Autor: jpz2

Powiązane posty: