Omlet

– Cała tajemnica jest w tym, żeby wlać go na rozgrzaną patelnię, żeby ta pierwsza warstwa natychmiast się ścięła. – Powiedziała A., patrząc jak rozgrzewam masło. Ciasto z jaj, bananów, mąki i mleka czekało rozrobione.
– Aha, znasz się na tym…
– A żebyś wiedział.
– A czy ja mówię, że nie?
– Robię takiego omleta codziennie od trzech lat. – Uśmiechnęła się.
– No, raczej nie aż tak, że codziennie.
– No dobra, co drugi dzień…
– „Dwieście omletów rocznie”. – Zacząłem żartować, wczuwając się w A. – „I co ja z tego mam…” – Nie był to bardzo śmieszny żart, nikt się z niego nie śmiał, nawet ja sam. Ale wtedy stało się coś jakby bardzo w kontekście – ni stąd, ni zowąd pochodzi U. i mówi do A.:
– Kocham cię!
A kucnęła i spojrzała na U.
– Ja też cię bardzo kocham.
A ja… wylałem omleta na patelnię, uśmiechając się ukradkiem.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: