Ogar

Tym razem wziąłem dla dzieci rowerową przyczepkę.
– No i tak, jak panu mówiłem, mieści się dwójka… – Ciągnę jak dobry sprzedawca, chociaż opowiadam tylko o naszej starej przyczepce, z U. na rękach. – Mam jeszcze synka czteroletniego. – Kiwam głową w tę stronę, gdzie go ostatnio widziałem, ale już nie widzę. A, nie, jednak jest. – Mieszczą się i nie kłócą.
– A jak on się nazywa? Ten model? – Dopytuje na koniec ten facet, który się skądś napatoczył i chciał chyba kupić coś takiego. Tu już byłem trochę bezradny, bo nie kupowałem tego wózka, a nigdzie nie było napisów. Gość mruknął, że spokojnie, że zapamięta z wyglądu, machnął ręką i podziękował.
U. potrzebowała wciąż pocieszenia po tym jak potknęła się i upadła na ręce i… buzię. Zrobił mi się zez rozbieżny: obmyć jej zakrwawione ustka, ugłaskać i łzy otrzeć – z jednej strony; uważać, czy mi nie zrobi(ła) plamy na koszuli – z drugiej. Przydałoby się jeszcze trzecie

oko na Fi., żeby go nie posądzili np. o korsarstwo, skoro podejrzanie oddalał się od kawiarni – właściciela tych wszystkich samochodzików, za którymi dzieci przepadają, dopóki ich nie zepsują. I tak byliśmy tu na krzywy ryj, bo nie kupiłem nawet głupich lodów. Przydałoby się na pocieszenie U. i zimne, więc może też uśmierzenie jej bólu.
Ale cóż poradzić, kiedy nie wziąłem gotówki, a kartę… tak, tylko do biblioteki, y… mediateki. U., dzierżąc jak w szponach w jednej rączce dwa pudełka dvd, a w drugiej dwie lalki (jak ona to robi??), niepewnie zerkała to na mnie, jak chowam rower, to na Fi., który już poleciał po schodach na górę, do domu.
– Zaraz cię wezmę, Ulcia. – Uspokajam z dołu, bo słyszę, że się niecierpliwi. Ale zaraz coś innego: stękania wysiłku, wręcz demonstracyjne.
– Jej, Ula, idziesz sama? Brawo! – Zamykam drzwi piwnicy i biegnę po schodkach. U. już w pół piętra woła do A.:
– Mamo, mam filmy la ciebie! – (Chociaż jeden z dwu jest dla niej).
– …No i ciężko było trochę ogarnąć ich w tej mediatece. – Kończę opowieść dla A. – Fi. jeszcze łaził z tym łańcuszkiem choinkowym, U. się o to poślizgnęła, strach, że ktoś jeszcze… itd. Zresztą wiesz, jak to jest.
– No, wiem.
Ja wiedziałem, że ona wie, ale byłem też zadowolony, że ona wie, że ja wiem, że ona wie i że po prostu ja w ogóle wiem… co to za ogar z tymi dziećmi, nieustanny.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: