Odruchy

Parę dni temu odinstalowałem kilka aplikacji: whatsapp, viber, messenger, instagram, twitter, dawniej też facebook. Na telefonie zostawiłem sobie jeszcze klienta poczty. I oczywiście pozostaje jeszcze pisać smsy i dzwonić. Czyli to, co w zwykłym telefonie, o jakim marzę. Marzę, bo mnie nie stać. Nie stać w sensie odwagi, bo pieniądze bym na to znalazł.
Jakkolwiek, jestem już bliżej niż dalej. Wciąż ważę: ile korzyści, ile strat. Korzyści odczuwam już teraz; są momenty, jest ich całkiem sporo w ciągu dnia, gdy sięgam po telefon i… po co? Nie, tam już nic nie ma. Nie ma nic do sprawdzenia i przeczytania. Fejsbuk gdzieś tam jest, są też inne rzeczy, ale… można to odłożyć na później. Można. A trochę trzeba. I dobrze, że trzeba. Trochę smuteczek – odwykowy. 
I to jest coś więcej, niż odwyk. Odwyk to ja już przechodziłem. Tylko po to, by wrócić. I wcale się tego powrotu nie wyrzekałem, nie wstydziłem przed sobą, przeciwnie: od początku zakładałem, że wrócę, że to tylko na jakiś czas. Odstawiam internet, żeby sobie pokazać, że umiem, że to nic takiego. Umiem. Dziś jest to wiedza bezużyteczna. Dziś potrzebuje zmiany. Zacząłem dojrzewać do pozbycia się, ograniczenia, minimum funkcji i rozpraszania uwagi.
Jeszcze mam go, jeszcze, choć „ogolony” z aplikacji. Następnego etapu nie znam. Nie lubię na hurra rzucać się na cel. Cel niech będzie we mgle. To jest dobre, że się idzie. Iść, po prostu – oto cel. Bez liczenia kamieni milowych. Iść i przechodzić proces. To pozwala mieć nadzieję, że do czegoś dojdę. A nie że zrobię sobie sztuczkę jak iluzjonista, że oszukam sam siebie. Oszukiwać nie chcę, lubię wydeptywać nowe ścieżki w mózgu i patrzeć, jak stare zarastają. Stare odruchy – niepotrzebne – zarastają chwastami, fantazją.
Autor: jpz2

Powiązane posty: