Odpuść sobie

Zrobiłem wczoraj coś, co dawno już chciałem zrobić, ale nie było okazji. Położyłem się spać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że… nie położyłem spać dzieci. Nie dość! Jeszcze byłem jedyną osobą dorosłą w domu! Zatem U. położyła się obok mnie i zasnęła jakoś w podobnym czasie, kwękając z nieszczęścia, że chce do mamy. Pomrukiwałem ze zrozumieniem. No bo ja w zasadzie podzielam jej nieszczęście. Mama jest na studiach. Pojechała. No a Fi. też jakoś się położył. Tylko po dwóch godzinach, gdy się ocknąłem (o dziwo), musiałem przełożyć go z pufy na łóżko. Zdjąć skarpetki, przykryć kołdrą.

Tego wieczoru chciałem zrobić coś jeszcze. Na przykład napisać coś. Ale poddałem się. Poddanie… niegodne naśladowania, lecz… słodkie. Poddałem partię. Odpuściłem sobie. Ksiądz ci nie odpuścił? Ty odpuść sobie. Ludzie dzielą się na dwie grupy… tfu, lubią popadać w dwie skrajności: jedni niczego nie żałują; drudzy niczego nie odpuszczają. Jedni i drudzy nigdy nie zaznają łaski. Łaski przebaczenia, zapomnienia, łaski wolności, błędu. Żałowałeś? Bóg ci odpuścił. Nie żałowałeś? Żałuj, że nie żałowałeś. Mógłbyś sobie już odpuścić. Tę grę pozorów. Nie jesteś taki twardy. Jesteś kruchy. To nie wymówka, to fakt. Zeruję konto. Przepraszam, lecę dalej.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: