Obrażony

— Nie, tato, nic nie mów. Niech nikt nic nie mówi. – Fi. prosi. Nie, rozkazuje. Wie, że to nieładnie. Że właściwie jest zakazane. Ale pójdźmy w tę ślepą uliczkę. Ciekawe, co będzie. Dopytuję:
— Chciałbyś, żeby nikt ci nic nie nakazywał, ani nie zakazywał, tak?
— Tak.
— No to zapomnij. – Wtrąca się Ar. szwagier. – Nawet jak ci rodzice pozwolą na więcej, to w życiu tak nie ma. – Śmieje się i zwraca do mnie, podsumowuje: – Małe dziecko – mały problem, duże dziecko – duży, co?
— Położył się tam? – Pyta An.
— Położył. – Zerka A. przez stół do przedpokoju.
— Śpi?
— Nie śpi. Próbowałam go przenieść do łóżka, to się wykręcał.
— Bunt totalny? – Dopytuje Ar.
— Raczej obrażony.
— Ale to normalne przecież, nie?
— No, każdy z nas tak się obrażał.
— O, nawet takie małe dzieci, jak nasza O. – każdy się umie upierać przy swoim. Denerwuje się na przykład, że musi leżeć na pleckach, a chce na brzuszku. Przynajmniej jeszcze nie dyskutuje. – Ciągnie Ar. Córeczka ma cztery miesiące. Dla tych, co wypadli z obiegu – dziewczynka kręci już nieźle głową i po swojemu zagaduje. Uśmiecha się. No i pachnie.
Tymczasem Fi. faktycznie leży w przedpokoju i lekko przysypia. Potwierdzone info: nie chce się do nikogo przytulić i z nikim rozmawiać. Obraził się na tatę, że nie podniósł go do domofonu, żeby wcisnął kod do babci Z., a potem ten sam tata bronił się twardo przed ciosami, a przy tym spokojnie i nieustępliwie powtarzał, że tak nie wolno. Tłumaczenie taty, że 13-kilogramowa U. śpi na jego brzuchu i jest mu ciężko, nie miało żadnego znaczenia. Tłumaczenie mamy, że należałoby tatę przeprosić, popsuło też relację z mamą, przynajmniej na pół godziny. Wujek i babcia też „spaleni” – ogólnie nikt nie brał go specjalnie w obronę i nie użalił się nad losem nieszczęśliwego chłopca. Chłopca, który lubi być miły i prosić, licząc się jako tako z odmową, ale dla odmiany lubi też czasem rozkazywać i nie znosi wtedy sprzeciwu, i mści się solennie za każdy przejaw nieposłuszeństwa. A przynajmniej próbuje, pogarszając sytuację. Trafił gumową kulką w plecy śpiącej U., chociaż chciał trafić w tatę. Zaraz to oceniłem w dwóch słowach i zapowiedziałem, że „jeszcze porozmawiamy”! – do pleców oddalającego się Fi. Byłem uziemiony – wciąż z U. na brzuchu. Gdybym mógł wstać… powiedziałbym, co trzeba, na osobności. Tak, jak to powinno być. I lekki żal, że jeszcze chwilę dłużej nie trzymałem języka za zębami.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: