Obraza uczuć religijnych? A co to?

Przy okazji poprzedniego wpisu przypomniał mi się jeden pastor, który odmówił wzięcia udziału w programie telewizyjnym po kolejnej aferze z „obrazą uczuć religijnych”. Dlaczego?

To proste: stwierdził, że nie ma czegoś takiego jak „obraza uczuć religijnych”. Jezus nie powiedział: – Obrażajcie się, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie! – Nie! Mówił coś zupełnie przeciwnego:

Błogosławieni jesteście (…) Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. (Mat. 5:11-12, BW)

Ludzie sobie kpią z tych wszystkich, którzy chcą wpakować Nergala i jemu podobnych za kratki. I tak ma być, taka ich rola, żeby sobie kpić, mają pluć nam, chrześcijanom w twarz. Bardzo dobry tekst na ten temat popełnił mój kolega (zob. Poplotkujmy o Nergalu).

A ja wam powiem, co byłoby prawdziwą obrazą uczuć religijnych: zamiast Biblii spalić wszystkie porno pisemka, DVD, skasować terabajty dziewczyn, a wszystkich panów, którzy się tym zajadają, obnażyć na jakimś festiwalu i śmiać się z rozmiarów ich członków, duże są czy małe – bez znaczenia. Ależ by powstał lament w całym kraju! Bo seks stał się bogiem.

To musi boleć, kiedy ludzie śmieją się z czegoś, co dla mnie stanowi ogromną wartość. I nie ma różnicy, czy robią to z poczucia złeeej misji, czy tylko dla pieniędzy, czy z ignorancji („szatan jest bardzo fajną postacią”). Ale ból to nie powód, by się obrażać, przeklinać, odrzucać bluźnierców i mścić się wszelkimi sposobami. Bóg pomści, a ja mam kochać.

Autor: jpz2

Powiązane posty: