Obcy

Odwiedzili nas Mi. razem z żoną i malutkim, dwumiesięcznym synkiem. Jakie śmieszne są takie małe dzieci… Mały ludzik budzi zdumienie; przez sam fakt, że jest mały! Każdy to przyzna… Nasze ludziki są już nieco większe. Nowy rok przedszkolny zaczął się dla Fi. (już drugi i pół).
— A znacie się z innymi rodzicami z przedszkola? Rozmawiacie? – Pyta Mi.
— Znalibyśmy się, gdyby… – Zacząłem i urwałem celowo, wiedząc, że A. pewnie podchwyci moją myśl niedokończoną. I że ma więcej do powiedzenia.
— No tak, ja przychodząc z Ulą, właściwie rzadko mam okazję z kimś pogadać… Dlatego byłam nawet wdzięczna, kiedy pewnego razu zaczepiła mnie jedna mama i zapytała, czy nie chciałabym się spotkać, porozmawiać.
— I co?
— No i parę razy się spotkałyśmy. Wtedy powiedziałam, że jasne,

chętnie i nawet cieszę się, że zapytała, bo ja zwykle nie mam czasu lub śmiałości zagadnąć. A ona z kolei ucieszyła się, że ja tak zareagowałam, bo nie wszyscy mają ochotę… Spotykałyśmy się we trzy. Ale to się urwało; synków tych mam już nie ma w przedszkolu. Czyli teraz, można powiedzieć, wróciłam do punktu wyjścia.

— Czyli nie macie tam za dużo znajomości?
— No, nie…
— Ja w sumie rozumiem Agnieszkę, bo sam tak mam. Taki charakter albo co…
Nie rozwinąłem wątku, ale przypomniałem sobie Wiedeń, w którym byłem dwa semestry i nie poznałem się zbyt dobrze z nikim. Ot, przelotne znajomości, sporadyczne spotkania to tu, to tam. Pojawiałem się na zajęciach, ćwiczeniach, na stołówce. Chodziłem przez jakiś czas do lokalnego kościoła, kilka razy odwiedziłem nawet grupę domową. Śpiewałem też w uniwersyteckim chórze, gdzie wszyscy znali mnie… tylko z widzenia. Kiedyś odwiedziłem znajomych w innym akademiku – razem gotowaliśmy. Kiedyś poszedłem z kumplem z mojego pokoju – Jonatanem i jego grupką – do tamtejszego Va Piano. Kiedyś grałem w kosza, brałem udział w jakimś turnieju ping-ponga. Miałem przy tym wrażenie, że obracam się jak okruch w dużym mieście, samotnie. Wyobrażałem sobie, że inni „erasmusowcy” chodzą po nocnych klubach, piją piwo i robią przy tym strasznie nudne rzeczy. I pewnie było w tym trochę prawdy.
W głębi duszy wiedziałem jednak, że to nie okoliczności, lecz ja sam jestem przyczyną tego… pozostawania na „marginesie”. Że mógłbym inaczej, bardziej towarzysko, zyskując… no co? Właśnie: nigdy nie wiesz, co ci przyniesie nowa znajomość. To jest najpiękniejsze! Żeby się tego dowiedzieć, trzeba jednak mieć naturalną chęć i… bo ja wiem? pewnie też zdolność zagajenia, zgłębienia, zainteresowania się… tym drugim. Chyba mam tę zdolność, tylko taką… ukrytą. Będąc w Wiedniu, zainteresowałem się wybitnie osobą A. – mojej przyszłej żony, która okazała się być… równie jak ja (przypadek?) nieskora do poznawania obcych.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: