Nowy

Jest taki obrazek Mleczki, na którym strażak zsuwa się po rurze nogami do góry i ląduje twarzą na betonie z wybitym okiem i zębami – na to dwóch kolegów pokpiwa sobie i pada jedno słowo komentarza: „nowy”! Na szczęście, gdy zmienia się rok w kalendarzu, nie wszystko zaczynamy od nowa. Pewne rzeczy trwają w najlepsze. A inne, zwłaszcza błędy, chcielibyśmy na zawsze pożegnać i… często się udaje, bo inaczej się już nie da. Dzień po dniu odchodzą do przeszłości. Bez cezury, bez przełomu, bez fanfar, bez uciekania w obcą przestrzeń, bez udawania.

Przychodzi taki dzień jak pierwszy stycznia i między odgrzewaną fasolką po bretońsku z wczoraj, a odgrzewaną jajecznicą z rana zastanawiam się: jak można nie być domatorem? Zwłaszcza tego dnia. Co tu robić? Można by dokądś wyjść, ale trochę w powietrzu zimno, trochę brudno, trochę sennie. W ogóle dobre („bo polskie”) jest to siedzenie w domu i zapraszanie do domu. W Warszawie chyba więcej tego trzeba, bo jak już się porobiło mnóstwo knajp – nowocześnie i wielkomiejsko, to naraz zanika zwyczaj przyjmowania u siebie. A u siebie – po staremu w tym nowym roku: ciepło, czysto, swojsko.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: