No dawaj, nie bój się

Co się stanie, kiedy pozbędziemy się wszystkich lęków? Z wyjątkiem tych zdrowych – przed nadjeżdżającym tramwajem itp. Bez lęków pojawia się hojność i miłość.

Nie bój się, tylko wierz! Te słowa wypowiedział Jezus do Jaira, gdy dotarła wiadomość o śmierci. Odczytywałem to zawsze jak wstrząs defibrylatora – Jezus ratuje to, co już w Jairze umiera: wiara, że jego córka nie umrze, że Mesjasz ją uratuje. Tak było, tak to wygląda w relacji Łukasza (r. 8).

Ale mają te słowa jeszcze głębszy sens, bardziej uniwersalny. Ostatnio pojąłem to z całą mocą (Ducha Świętego), bo własny intelekt często mam za krótki. Bardzo prosta prawda i zależność:
• Jezus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał,
• a bez grzechu nie ma kary (śmierci),
• a bez kary nie ma lęku,
• a bez lęku nie ma troski,
• a bez troski nie ma skąpstwa,
• a bez skąpstwa jest miłość,
• a w miłości wypełnia się całe prawo ❤

Gdy piszę o lęku, to mam na myśli każdy lęk: lęk przed brakiem sensu, przed złą oceną, przed odrzuceniem, przed samotnością, przed ubóstwem, przed chorobą, przed wypadkiem, a w końcu przed śmiercią.

Lęki są potężną siłą, która dla wielu jest główną siłą napędową. Lęk, uzbrojony w troskę, prowokuje do działania, do ZATROSZCZENIA się właśnie. O wszystko, co potrzebne. I jest spokój? Pozorny. Wciąż pozostaje lęk. Gdy ogarniesz kuwetę w stopniu mistrzowskim (level hard), pozostaje boss: lęk przed śmiercią. I przed tym też można jakoś uciekać. Znamy sposoby, my – ludzkość.

Ale ucieczka przed lękami to nie jest Boży plan. To nie jest nawet przyjemne! Ta teza nie wymaga udowadniania. Bożym planem jest wolność od kary, a skoro tak, to odwaga, przekonanie (wiara właśnie), że niczego mi nie zabraknie, że nie muszę się o nic troszczyć (dosłownie: o nic).

Łatwo pisać, trudniej zrobić. A tak! To jest jak nauka jazdy na łyżwach. Że się nie wywalisz na lodzie. Ale warto na tym lodzie powywijać!

Skoro niczego mi nie zabraknie, to… jedziemy! Można wreszcie dawać i dawać. Głodnemu – chleb, spragnionemu – napoju, nagiemu – ubrania, imigrantom – schronienia, chorym i więźniom – towarzystwa i wsparcia.

Dajemy więc – w sposób ponadprzeciętny, nie w ilości (nie ścigamy się z filantropami tego świata), ale jakości (w postawie serca, sługi, który oddaje swoje życie za przyjaciół). Czasami darem jest zwykłe wysłuchanie drugiej osoby i szacunek. Wtedy naturalnie pojawia się przestrzeń do rozmów o rzeczach istotnych: do wytłumaczenia się z naszej Nadziei – przez duże „N”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: