Niespodzianka

Spotkała mnie wczoraj niespodzianka,  miła, dostałem coś w prezencie. Flaszkę. Ale ja tego trunku raczej nie pijam, a już na pewno sam nie kupuję. No nie gustuję. Mimo to byłem miło zaskoczony. Za każdym takim gestem kryje się bowiem coś więcej.
Modliłem się o tę osobę. Właściwie tylko raz. Szczerze pragnąłem, żeby skończyły się złośliwości, które „bezinteresownie” serwowała innym naokoło – tak przynajmniej słyszałem. Mnie osobiście to nie dotknęło, uchowałem się. I modliłem się tak, żeby była wolna od poczucia krzywdy, niższości, pogardy itp. Słusznego czy niesłusznego – w to nie wnikam; a może takiego, które się zaczęło w zupełnie innym miejscu, wśród innych ludzi. W każdym razie żeby Bóg ją dotknął.
Przyszła się pożegnać, dość elegancko. „Dziękujemy, nie trzeba było…” – przy tym kryliśmy nieco zdziwienie. A już na osobności uradziliśmy, że trzeba się jakoś odwdzięczyć, żeby głupio nie wyszło. Ale ja już wiedziałem, że wyszło dobrze. I wierzę, że to był znak dla mnie, że moja modlitwa została wysłuchana. Tylko szkoda, że o tak mało prosiłem.
Autor: jpz2

Powiązane posty: