Niech nie będzie odwrotu

Czasem warto się zastanowić: co silniej kieruje moimi krokami – ostrożne wnioskowanie, czy… Duch Święty? I jak z moją konsekwencją?

Apostoł Paweł przemierza Samarię, Syrię, Azję Mniejszą, Grecję; naucza, głosi Jezusa, chrzci, umacnia zbory – mimo nagonek, zamieszek i wrogości… Aż nagle, ni stąd, ni zowąd, decyduje, że musi wpaść do Jerozolimy, a potem jeszcze zobaczyć Rzym.

Wszystko fajnie, tylko że z Rzymu właśnie wypędzono Żydów, a w Jerozolimie jest znienawidzony za to, że lekceważy sobie Prawo, głosząc zbawienie z łaski. Co mu odbiło? Co go napadło? Napisane jest, że „postanowił za sprawą Ducha”. I już przy tym postanowieniu pozostał.

Co ciekawe, ten sam Duch podpowiadał Pawłowi, że tam, dokąd jest posłany, nie będzie wesoło. Sam mówił:

Prócz tego, o czym mnie Duch Święty w każdym mieście upewnia, że mnie czekają więzy i uciski. (Dz. 20:23, BW)

Potem znów prosili go, przestrzegali, prorokowali pojmanie… I co? I nic. I poszedł. I go pochwycili, zbili, niewiele brakowało… Nie pomogło, że się zastosował do rady Jakuba, co miało go postawić w dobrym świetle, jako człowieka, który Prawa i żydowskich zwyczajów wcale nie ma w głębokim poważaniu.

Paweł jako rzymski obywatel miał prawo do sądu. Sprawa oparła się o samego cesarza. Apostoł dotarł do Rzymu i, jak wiadomo z innych źródeł, został uwolniony. Szczęście w nieszczęściu. I po co to wszystko? Być może tylko po to, by mógł w Jerozolimie publicznie zaświadczyć o swoim nawróceniu i powołaniu.

Pewne jest, że Paweł, idąc do Jerozolimy, wiedział jeszcze mniej, niż wiemy dzisiaj my, ze wszelkich dostępnych źródeł historycznych. Przede wszystkim nie wiedział, jak to się skończy. Mógł mieć tylko złe przeczucia. A z drugiej strony… wiedział dużo więcej; wiedział to jedno i był głęboko przekonany, że Duch Święty go wewnętrznie ponagla. A to bywa ważniejsze niż wszystkie inne wskazówki – tych złych i dobrych doradców.

Z mojego punktu widzenia, gdy czytam Dzieje Apostolskie, powrót Pawła do Jerozolimy jest zupełnie nielogiczny, by nie powiedzieć „bezsensowny”. I jakby… zbyt słabo uzasadniony. Zbyt słabo? Może to czas, by poprzestawiać wagi. Żeby decyzje, jakie podsuwa Duch, pozostawały bezsprzecznie najlepsze. I bez odwrotu.

Autor: jpz2

Powiązane posty: