Nie wstyd ci?

Mi jest wstyd, czasami. Z jednej strony to dobrze, Jezus mówił: błogosławieni ubodzy w duchu (szczęśliwi świadomi swej nędzy), gdyż ich jest Królestwo Niebios.

Z drugiej strony, wstyd nie jest uczuciem przyjemnym. Wolałbym go nie odczuwać. W zasadzie dążę do tego od dawna: aby nie mieć nic do ukrycia. Myśleć, mówić, postępować tak, aby niczego nie musieć się wstydzić. Przed sobą, przed ludźmi, przed Bogiem.

To w zasadzie niemożliwe, być tak świętym. No, z wyjątkiem jednego sposobu: porzucić własne sposoby; ocenę tego, co słuszne, właściwe, godne, sprawiedliwe, rozsądne, fajne.

Skąd taka idea? Zobaczmy: Ewa z Adamem zaczęli się wstydzić – kiedy? Kiedy zjedli z drzewa o znamiennej nazwie: „drzewa poznania dobra i zła”. To samo drzewo rośnie dzisiaj. I jemy z niego.

Karmimy się mądrościami, poznaniem. Aż do tego stopnia, że to wychodzi bokiem w postaci memów z Paulo Coelho. Współczesny człowiek we własnych oczach urósł do rangi etycznego autorytetu. Sam wie, co dla niego dobre.

„Nikt mi nie będzie mówił, jak mam żyć, chcę iść swoją drogą” itd. Myślimy w ten sposób, nawet słuchamy takich piosenek w radio. Wpadamy w tę samą dziurę, co Adam z Ewą. Tak? No, nie oszukujmy się…

I w takiej „dziurze” Adamowi i Ewie otwierają się oczy i… dostrzegają, że są nadzy. I wstydzą się – najpierw przed sobą (przepaski), potem przed Bogiem (krzaki). I o co tyle wstydu?

Przecież nie chodziło o ciało. Ciała z pewnością mieli piękne. Czego się wstydzili? Chyba rzecz w tym, jak sam na siebie patrzę. Widzę swoją pychę i nędzę zarazem. Albo na odwrót: pokorę i wspaniałość.

Autor: jpz2

Powiązane posty: