Nie wódź nas na pokuszenie?

Bzdura! Te kilka słów chcę dziś wyjaśnić. Pochodzą oczywiście z modlitwy Ojcze nasz, którą innym razem może omówię dokładniej. Tymczasem dotarłem do połowy kazania na górze.

Powstało pewne nieporozumienie, związane z fragmentem słynnej modlitwy, której Jezus nauczył swoich uczniów jako tej modelowej, idealnej, jak wzorzec z Sèvres, z pietyzmem przechowywanej w dwóch ewangeliach (Mat. 6:13, Łuk. 11:4). Modlitwa idealna, a tłumaczenie miejscami – spartaczone, nie ma co ukrywać:

I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego (Mat. 6:13, BW)

Tak dla spokoju ducha, czy każdy wie, że słowa „i nie wódź nas na pokuszenie” są bez sensu? Nie każdy? Świetnie. Mogę więc podać dla tego dwa powody. Po pierwsze, Bóg nikogo nie kusi, nie wodzi do złego, nie zwodzi. Mówi o tym inny werset: Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy do złego ani sam nikogo nie kusi. (Jak. 1:13, BW). Po drugie, jeśli doczytam list Jakuba, to dowiem się, że pokusy nie są niczym złym, zdarzają się każdemu i mogą być nawet źródłem satysfakcji: Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie. (Jak. 1:2, BW). Jezus nie uczyłby zatem swych uczniów, by modlili się o unikanie pokus.

Słowa „nie wódź nas na pokuszenie” wzięły się z wcześniejszych przekładów i… tradycji. Bardzo trudno jest na przykład zmienić tekst śpiewany, a przecież modlitwę Ojcze Nasz śpiewa się często. No więc co zrobić?

  1. Nie narzekać. Przecież nikt nie każe mi powtarzać słów, z którymi się nie zgadzam, tym bardziej, że najbardziej popularny polski przekład, tj. Biblia Tysiąclecia, nie zawodzi i jest dobrą alternatywą (i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!).
  2. Wyluzować się. Nawet jeśli utarło się już mówić tak, a nie inaczej (zwłaszcza wspólnie), można po prostu wiedzieć, o czym się mówi. Nawet jeśli słowa trochę nie pasują do myśli i intencji.
Autor: jpz2

Powiązane posty: