Nie wierzę w miłość, hau hau

I wiem, dlaczego. Nie dałem sobie nigdy przebaczyć, bo to mrzonka. Od słowa „łaska” wolę „karma”, bo jestem realistą. Za coś w końcu można mnie kochać, bo nie jestem aż taki zły.

Bóg do mnie powiedział: napisz o mojej miłości. A ja myślę: to teoria. A gdzie doświadczenie? Zacząłem medytować nad słowami: „Bóg mnie kocha”. Jest w nich moc. Jest brzmienie Jego osobowości. Ale dlaczego w to nie wierzę? Dlaczego, wypowiadając słowa „Bóg mnie kocha”, doznaję olśnienia, jakbym słyszał to pierwszy raz? To powinno być oczywiste. A nie jest. Nie do wiary. Dlaczego? Może mam jakieś zatkane receptory, że bożej miłości po prostu nie czuję, nie znam jej. Jak je przeczyścić? Jak uwierzyć? Podeprę się bożym Słowem. Myślę prosto, więc wezmę najbardziej popularny werset:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (Jn 3:16, BT)
I werset pokrewny (wzięty z odnośnika w Biblii):
W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. (1 Jn 4:9, BT)

Odkryłem, że nie mogę poznać w ogóle żadnej miłości, ani bożej, ani ludzkiej, jeśli nie doświadczę, nie dopuszczę do siebie przebaczenia i ofiary za moje przewinienia. Małżeństwo bez przebaczenia i łaski? Chyba tylko u zwierząt. Zwierzęca miłość „za coś”, a nie „mimo wszystko”. Niestety, żyję jak zwierzę, kiedy nie uświadamiam sobie i nie przyjmuję tego albo zapominam o tym, że Jezus za mnie umarł, a to dlatego, że Bóg mnie kocha i od zawsze pragnął mnie mieć żywego, tylko dla siebie. Bo jestem kimś więcej niż zwierzę.

Autor: jpz2

Powiązane posty: