Nie tracę wątku – cz. 2

Są takie trzy krótkie dialogi (Łuk. 9:57-62), które uczą, czego NIE robić, żeby nie stracić wątku, robić to, co najważniejsze i niczego potem nie żałować. Dziś opisuję dialog drugi.

Pisałem już o sytuacji typowej dla kultury żydowskiej, jak to przychodzi człowiek do nauczyciela i woła: – Rabbi, chcę być twoim uczniem, bądź moim mistrzem! – A Jezus na to: – U mnie nie znajdziesz schronienia, bo ja sam go nie mam. – To parafraza. Skądinąd wiadomo, że Jezus od nikogo nie potrzebował świadectwa o człowieku; sam bowiem wiedział, co było w człowieku. (Jan. 2:25, BW). Można więc sądzić, że odpowiedź, jaką dał potencjalnemu uczniowi, dostosował do jego nieujawnionych oczekiwań. Wniosek: kiedy to ja wybieram Boga, prawdopodobnie wyobrażam sobie tę „nową drogę życia” inaczej niż On. Lepiej jest, kiedy to Jezus pierwszy mnie kocha, wybiera, chce, powołuje. On ma lepszy plan.

Do drugiego zaś rzekł: Pójdź za mną! A ten rzekł: Pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać ojca mego. Odrzekł mu: Niech umarli grzebią umarłych swoich, lecz ty idź i głoś Królestwo Boże. (Łuk. 9:59-60, BW)

Znów trzeba założyć, że słowa Jezusa padły pod tym warunkiem: znał myśli człowieka, z którym rozmawiał. Nie powiedziałby przecież: – ludzie Izraela! Od dziś nie grzebiemy zmarłych, wszyscy za mną! – Nie. Nie chodziło o generalną zasadę, ale o pewien newralgiczny moment. Kiedy Jezus woła: – Pójdź za mną! – To co? Może se wołać. W tej chwili nie On jest najważniejszy. A czemu? Bo Mu nie ufam. A On wie, co mówi, wie że zmarłemu tatusiowi nic się nie stanie, psy go nie zjedzą. I, co ważne, zawsze daje kolejną szansę. Nie mówi: – A, idź do diabła! – Nie, wzywa ponownie, mówi: – Idź i głoś Królestwo.

Autor: jpz2

Powiązane posty: