Nie tracę wątku – cz. 1

Są takie trzy krótkie dialogi, które uczą, czego NIE robić, żeby nie stracić wątku, robić to, co najważniejsze i niczego potem nie żałować. Pochodzą z jednego fragmentu (Łuk. 9:57-62).

Dziś dialog pierwszy. Oczywiście z jednej strony jest Jezus, a z drugiej… jakiś ktoś, powiedzmy ja, który rozpoznaję w Jezusie mistrza. To dziwnie brzmi dla współczesnego człowieka, bo dziś mało jest mistrzów, bo… ludzie ich nie szukają i nie znajdują. Nie ma pogoni za autorytetem. A szkoda. U Żydów jednak było i jest inaczej. Jest to zwykła sytuacja:

Gdy tedy szli drogą, rzekł ktoś do niego:
– Pójdę za tobą, dokądkolwiek pójdziesz. – A Jezus rzekł do niego:
– Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił. (Łuk. 9:57-58, BW)

Kolega trafił na człowieka niezwykłego, na Jezusa Chrystusa. Dobrze trafił. Jezus nie był mistrzem w stylu Pai Meia (Kill Bill), który ma swój pałacyk i tam walą do niego tłumy adeptów. Owszem, mieszkał gdzieś (ponoć w Kafarnaum), ale nie uczynił sobie tam żadnego „centrum posługi”, najlepiej z wielkim szyldem „Jesus Ministries”, jak w Ameryce.

Jego odpowiedź mogła kandydata na ucznia zbić z tropu, zdziwić, nawet zniechęcić, ale nie oznaczała, że Jezus go odrzucił, czy uznał, że się nie nadaje. Po prostu stwierdził, że na wstępie dobrze będzie ostudzić emocje i wyprostować wyobrażenia. Chcesz iść za mną? Dobrze, ale proszę, nie próbuj kopać sobie jamy jak lis, ani wić gniazdka jak ptak, nie próbuj budować poukładanego życia. Bo stracisz z oczu to, co najważniejsze: Królestwo Boże.

Autor: jpz2

Powiązane posty: