Nie podniecaj się tak, to tylko kamienie

Czym tu się podniecać? Ściany, kolumny, sufity, posadzki, święte przedsionki. No tak, ładne to, okazałe, ale… co z tego? Dziś dostaję „drobną” radę, co jest naprawdę zachwycające.

Wychodzili na Górę Oliwną. To właściwie pagórek. Górka. Wyszli z olbrzymiej świątyni przez Złotą Bramę. Dziś jest zamurowana, zatarasowana cmentarzem. Jedyna brama w Jerozolimie, która prowadzi z zewnątrz wprost na teren świątynny.

Wdrapywali się coraz wyżej i wyżej. Szli razem – Jezus i dwunastu. Może to był Piotr, może Jakub… obrócił się na chwilę tyłem do szczytu, a przodem do świątyni. Westchnął sobie z zadowoleniem jak, nie przymierzając, Waluś Kwiczoł z „Janosika”, podziwiający tatrzańskie stoki. I mówi:

„Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle!” (Mar. 13:1, BW) A Jezus mu odrzekł: „Te wielkie budowle? Nie zostanie z nich kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony.”

Ale go zgasił. – „Jezu, no co ty? Przecież to jest cud świata. Może kiedyś ktoś to rozwali, tfu, ale póki co… mucha nie siada!” Ja bym tak powiedział. Albo pociągnął Jezusa za język: – „Ale co, ale kiedy, kto i jak?” Tak też zrobili uczniowie. Siedzieli już sobie na szczycie, mając widok na całe miasto. Piotr, Jakub, Jan i Andrzej zaczęli go pytać na osobności: „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak, gdy to wszystko będzie się spełniać?”

Jezus zaczął przepowiadać przyszłość, jak to będzie u końca czasów. I powiedział między innymi: „Gdy ujrzycie ohydę spustoszenia – tam, gdzie być nie powinna – kto czyta [proroka Daniela], niech uważa – wtedy ci, co są w Judei, niech uciekają w góry”.

Chodziło Jezusowi o spustoszenie świątyni i Jerozolimy. Jest więc jasne, że nie lekceważył przybytku, nazywał go przecież „domem swego Ojca”. Dlaczego więc tak ostudził emocje swoich uczniów?

Żeby na to odpowiedzieć, warto poczytać dalej; jak zawsze – kontekst. Rozdział 13 wypełniony jest, jak wspomniałem, przepowiednią końca czasów i zakończony powtarzającym się wezwaniem: „Czuwajcie!” Mam czuwać ze względu na nadzieję. A nadzieję mam z wiary, że jestem wybrany. A wybrani zostaną zbawieni.

Przypomina mi się inna sytuacja, w której Jezus studził emocje uczniów. A właściwie chciał je „przesunąć”: „nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane”. (Łuk. 10:20, BW)

Widzialne, wspaniałe sprawy, jakie widzę we współczesnym kościele, mogą przyciągać moją uwagę, budzić podziw. Jedni podniecają się Licheniem, a inni poziomem organizacji konferencji chrześcijańskich. Powstają kółka zainteresowań, podziwu, czci dla… rzeczy zbudowanych ludzką ręką. A tymczasem wystarczy (i należy) ograniczyć swoją radość do… faktu własnego zbawienia. To zmienia wszystko!

Autor: jpz2

Powiązane posty: