Nie oziębnąć

— Znam takich facetów, co to jak już mają żonę, to mówią: „żonę mam, to już nie muszę o siebie dbać”.
— Tak? Ha, ha… To może niech sobie od razu palnie w łeb, „bo już żonę mam”.
— Oj, ho, ho… pan niech takich rzeczy nie mówi, bo mnie ta rwa chwyta, nie mogę się śmiać.
— Ale przecież widzi pani, to dbanie jest nie tylko o wygląd, ale też o zdrowie, ogólnie.
— No tak, o zdrowie, o wszystko. A wie pan, miałam takich sąsiadów, Poznańscy się nazywali, państwo tacy już starsi, po osiemdziesiątce byli, pamiętam. Bardzo się kochali.
— I chodzili za rękę?
— No, nie, oni to już wtedy rzadko wychodzili. Ale…
— Siedzieli za rękę.
— Pan niech posłucha, oni mieli dwa łóżka w sypialni. Takie dwa łóżka, że nogi i głowy kute z metalu, bardzo ładne. I tak były ustawione, niedaleko siebie, że oni się zawsze za ręce trzymali.
— Mogli sobie przysunąć. Ale może chrapanie im przeszkadzało.
— O, tak, to z tym naprawdę ludzie mają problem, zasnąć się nie da.
— I co dalej z nimi było?
— No, ona zachorowała. Wiedziała, że umrze. No bo wie pan… A on nie chciał jej do szpitala oddać. Żeby ciągle być przy niej. Bo on musi z nią i z nią. Sam się nią opiekował. Źle się opiekował, nie znał się…
— Z drugiej strony, to do tego trzeba mieć formę. I siłę.
— A właśnie. Ale została z nim. Zmarła na tego raka. A po niej on zmarł niedługo.
— Ale pani zapamięta, jak się kochali…
— To tak, będę pamiętać. Oni tak byli w siebie zapatrzeni. Nie widzieli siebie z boku, jacy są zapatrzeni. Ja nie wiem, ludzie w tym wieku już nie pamiętają, że byli młodzi i piękni. To im nie przeszkadza…
— Jacy tam „byli”. Człowiek się przyzwyczaja. Przecież jak z dnia na dzień żyjesz z kimś, to on dla ciebie ciągle taki sam. Ze zdjęć tylko poznasz, że się zmienił.
— No, tak. Ale wie pan…
— No wiem, ja panią rozumiem. Tylko tak mówię, że miłości to nie przeszkadza. Żeby tak wszyscy chcieli się kochać.
— Aj tam, to rzadko. Tamten sąsiad, co „już nie musiał dbać o siebie”, on źle tę swoją żonę traktował, jak służącą. „Ożeniłem się, syna spłodziłem, dom wybudowałem, drzewo zasadziłem… To po co mi ta żona teraz”. Tak mówił. „Barbara to zrób, Barbara to przynieś”. Takim niemiłym tonem.
— Ale ludzie nie widzą, że w relacji przyjaźni, miłości jest coś więcej, niż ten zysk?
— Nie. Nie widzą. Nie widzą.
— Ale przecież i samo przebywanie z drugim człowiekiem. I dawanie jemu, które jest radością. Czy to się nie liczy?
— Liczy. Ale kto młodych tego nauczy dzisiaj?
— No, z tej ciemnej strony patrząc, to rzeczywiście. Nawet jest napisane w którejś ewangelii, że nastaną ciężkie czasy „a ponieważ wzmoże się nieprawość, to miłość wielu oziębnie”.
— Tak jest napisane? w Biblii?
— A jest. Ale też jest zaraz potem, że kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: