Nie opyla się wracać

Już za daleko zaszedłem. Tak, nie opyla się. To też dobra motywacja, by iść dalej, a nie? Może dobra przed tymi, którzy idą ze mną trochę bezmyślnie. Ale nie przed Jezusem.

Jest taka scena opisana w Ewangelii Łukasza, która jako żywo przypomina „Żywot Briana” Monty Pythona. Brian, którego wszyscy zaczęli brać za Mesjasza, odwrócił się do idących za nim ludzi i wkurzony krzyknął: – „Przestańcie za mną chodzić!” – Jezus zrobił coś podobnego:

A szły z nim liczne tłumy, i obróciwszy się, rzekł do nich: – Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim. (Łuk. 14:25-27, BW)

Nieźle, co? Wyobrażam sobie, że w tym momencie wielu ludzi dało se siana. Zapytałbym Jezusa: – Mistrzu, i co chciałeś udowodnić? – Oczywiście pierwsza narzucająca się odpowiedź brzmi: jakość, nie ilość. Nieważne, ilu idzie ludzi. Ważne jest, KTO idzie, po co i jak długo wytrzyma. To ogólnie.

A teraz bez pitolenia, osobiście i szczerze. Jezus mówi mi, żebym dobrze się zastanowił, zanim pójdę. Jakbym robił biznesplan albo szykował strategię wojenną, obronną. Żeby się ze mnie nie śmiano, kiedy spękam. Żeby mnie ktoś nie wykiwał. Albo żebym nie był, jak pisze Apostoł Paweł, najbardziej pożałowania godnym człowiekiem (wątpiąc kiedykolwiek w zmartwychwstanie).

A jeśli już idę? Czy starczy mi samozaparcia (kto się zaprze samego siebie i będzie brał swój krzyż)? Czy starczy paliwa (nie jak oliwy głupim pannom albo ten „słomiany zapał”, albo ziarno posiane na skale, bez korzenia)? Czy nie wołam tylko „Panie, Panie”, nic faktycznie nie robiąc? „Jadłeś ze mną i chodziłeś po moich ulicach”! – Powiedzą na sądzie. – „No i co z tego, idźcie precz, którzy czynicie nieprawość!” – Tak, dzisiaj też Jezus chodzi po ulicach – chodzą jego sobowtóry. Modlą się i uzdrawiają. Czy od tego ja jestem jakiś świętszy? Nie – proste.

Można się modlić: – Jezu, bądź blisko mnie. – Problem w tym, że było wielu ludzi, którzy dotykali Jezusa w tłumie, cisnęli się do niego. A tylko kobieta z krwotokiem wzięła od niego moc.

Czy można dotykać, być blisko Jezusa… całkiem bez sensu? Można, czemu nie! Czy można prorokować i wyganiać demony bez sensu? Ze słów Jezusa wynika, że tak. Co bym odpowiedział, gdyby Jezus się odwrócił i zapytał: – No i po co za mną chodzisz?

Autor: jpz2

Powiązane posty: